Bądź: Wyszukaj na stronie z użyciem Google
reklama:

niedziela, 30 listopada 2008

Wydano 19 numer magazynu Full Circle

Autor: , 21:16, niedziela, 30 listopada 2008

komentarze (5)


Full Circle to największy magazyn o Ubuntu na świecie tworzony przez społeczność tego systemu. Myślę, że dobrze będzie jeśli będę informował was o nowych wydaniach tej jakże ciekawej lektury.

W najnowszym numerze przeczytacie między innymi:
- jak stworzyć punkt dostępowy Wi-Fi
- pisanie w języku C
- Kurs Gimpa cz. 8
- tworzenie multimediów dla urządzeń mobilnych
- recenzje książek
- najlepsze narzędzia do wirtualizacji
i wiele innych


Najnowszy numer można pobrać ze strony: http://fullcirclemagazine.org/issue-19/
Archiwalne numery można pobrać z: http://fullcirclemagazine.org/downloads/
Ubuntu Brainstorm

Autor: , 16:33,

komentarze (5)


Brainstorm to po angielsku burza mózgów (ewidentna kalka językowa). Jak wiemy, burza mózgów polega na tym, że jest zadany jakiś problem do rozwiązania, zagadnienie, a ludzie wykrzykują swoje pomysły. Nie są one od razu weryfikowane, ale zapisywane są na tablicy. Czasem pomysł może być głupi. Nie o to chodzi, żeby każdy był sensowny - pomysłodawca nie powinien być krytykowany. Celem jest zebranie jak największej ilości pomysłów i wybranie tego najlepszego (tych najlepszych).

Podobną ideę wcielił Canonical, sponsor Ubuntu (oraz takich projektów, jak upstart, Launchpad czy Bazaar), tworząc serwis Ubuntu Brainstorm. Na czym on polega? Ano, jednostka ludzka (zalogowana) może przesłać jakiś nowy pomysł dotyczący Ubuntu lub głosować "za" lub (a nawet?) "przeciw" jakiejś idei. Ciekawe, prawda? Canonical stawia na społeczność - to właśnie ona jest jednym z atutów najpopularniejszej dystrybucji Linuksa.

Można by pomyśleć: no dobrze - burza mózgów, ludzie piszą, co im ślina na klawiaturę przyniesie - czyli na stronie panuje wielki rozgardiasz. Tu należy się jednak doprecyzowanie (lub wyjaśnienie; "doprecyzowanie" brzmi nieco mądrzej): po pierwsze, tylko zalogowani mogą głosować i zgłaszać nowe pomysły - dzięki temu unika się spamu i innego spamu, a poza tym może to również podnosić jakość samych pomysłów - według mnie, jeżeli do zgłoszenia pomysłu należy się zalogować, to niewielu chce się zrobić to tylko dla napisania "hElO, gUyZ :-)". A tym bardziej, jeżeli przed zamieszczeniem 1. pomysłu należy się zarejestrować (musicie zobaczyć, jakie ładne Captche się pokazują - tekstowe). Ponadto jest lepsza moderacja i w ogóle, a jeśli chodzi o stronę użytkownika - hmm, jak się pisze ze swojego "konta" to jednak się jest identyfikowanym przez to konto; napastnika ewentualnego łatwo by było zidentyfikować i (np. społecznościowo) obalić. Jak mniemam, tak to działa. Ale w sumie tak też jest dzięki idei OpenSource (oraz Ubuntu - to też symbol idei), więc może i bez tamtych sztuczek by się nie chciało za zbytnio brudzić.
No, jeśli chodzi o ten brak rozgardiaszu i nieporządku ogólnego: jednostki są zachęcane - przy zamieszczaniu pomysłu(-ów), by skorzystały z wyszukiwarki w celu zbadania, czy już ktoś nie wyprzedził delikwenta. Mimo to można zaobserwować wiele duplikatów. Szczęśliwie, po kliknięciu na nagłówek ("tytuł") pomysłu, zostaniemy przeniesieni na osobną stronę dla danego zgłoszenia. Można na niej kliknąć w odpowiednie łącze ("link" to paskudny anglicyzm), oferujące możliwość zgłoszenia pomysłu jako duplikatu. Wtedy na takiej stronie, jak wydedukowałem, oraz innych stronach z taką samą (podobną) ideą, pojawi się adnotacja z odnośnikiem (odnośnikami) do pokrewnych pomysłów. Ułatwia to zadanie i czytelnikom, i administracji ubuntowej.

Teraz trochę bardziej ogólnikowo o stronie i o tym, jak należy się po niej poruszać. Po załadowaniu serwisu ukaże nam się ubuntowo szarawy interfejs z menu umieszczonym klasycznie po lewej stronie. Lista pomysłów na głównej stronie to te najpopularniejsze w danym dniu, posortowane w jakiś tajny sposób (chodzi chyba o to, by użytkownikom nie ukazywały się stale jedne i te same pomysły - było coś takiego kiedyś zgłoszone jako pomysł). Po lewej możemy sobie wybrać, jakie idee chcemy przeglądać. Można sobie dobrać wg popularności względem danego odcinka czasu, najnowsze, losowe, ..., te, nad którym właśnie ekipa pracuje (w chwili pisania tegoż brak wpisów dla Ubuntu - są tylko dla samej witryny Brainstorm); można też przeglądać sobie według kategorii.
Cała strona jest w języku angielskim. Wrzuciliby na Launchpada, to by się przetłumaczyło raz-dwa na wszystkie języki świata plus jeden, ale... nie miałoby to sensu. Bo? Bo pomysły można zgłaszać tylko i wyłącznie w języku angielskim. Nic dziwnego - samoczynne tłumacze są niedoskonałe, a obsługa takiej wielojęzycznej strony kosztowałaby sporo czasu i pieniędzy.
Dobra, jesteśmy na stronie głównej. Czytamy sobie nagłówek pomysłu, następnie treść, potem klikamy w pomysł i patrzymy na komentarze. Ale prawda jest taka, że nigdzie klikać nie trzeba - głosować można przez naciśnięcie przycisku i podniesienie ręki już na stronie głównej. Właściwie, nie trzeba czytać pomysłu. Ani nagłówka. Można by było sobie kliknąć tak, ot. Ale nie o to tu przecież chodzi. Czasem jednak nagłówek jest tak wymowny, że można zagłosować bez zagłębiania się w treść. Przykładem na to jest idea zatytyłowana (w powolnym tłumaczeniu): "Ubuntu powinno używać więcej RAM-u! Naprawdę!" (http://brainstorm.ubuntu.com/idea/59/). Stan na dzisiaj jest taki: pomysł ma bilans -371 i jest to jeden z najniżej ocenionych pomysłów. Gdy tymczasem autorowi chodziło o to, by Ubuntu lepiej korzystało z pamięci dostępnej w nowych komputerach - by RAM się nie marnował (w dwie strony to działa "żeby się nie marnował": żeby nie był niewykorzystany, jeśli by mógł być i jeśli by to było korzystne - np. większa szybkość; można też to tak rozumieć, żeby RAM się nie marnował - hm - żeby nie był niepotrzebnie "pożerany"). Cóż, niska nota wynika też pewno z bezpośrednim skojarzeniem z pewnym systemem operacyjnym, w którym wykorzystanie pamięci operacyjnej jest niewspółmierne do korzyści z tego płynących - czy po prostu sumarycznie za dużym.

Muszę przyznać, że podziwiam Canonical za pomysł uruchomienia Ubuntu Brainstorm. Dlaczego? Cóż, nie słyszałem, by ktoś zrobił coś takiego na tak dużą skalę (bądź co bądź, ale Ubuntu jest najpopularniejszym "Linuksem"...). Taki projekt pochłania nieco pieniędzy (dobrze, że jest sponsor... jednakże, w przyszłości może to zaowocować) i czasu. Opinie czasem są bezwartościowe (ale nie ma o co kruszyć kopii - w końcu to "burza mózgów", a poza tym są oceniane przez ludzi - podobnie jak na niejakim Wykopie czy stronie www.osnews.pl, dzięki czemu przechodzą wstępną "filtrację"). Administratorzy (czy jak ich tam zwał) zarządzają (administrują?, nadzorują) serwis, oznaczając rzeczy niewykonalne jako niewykonalne ("not an idea"), czasem odpiszą, wyjaśnią coś w komentarzu... Przynajmniej społeczność wie, że ma wpływ na rozwój projektu. Zakładając Brainstorm, ekipa zapewne uwierzyła w ludzi, że wykorzystają serwis zgodnie z oczekiwaniami (mniej lub lepiej/bardziej), a nie będą go wykorzystywali np. do zgłaszania błędów aplikacji. Farmazon? Myślę, że nie.
Co by się stało, gdyby doszli do wniosku, że serwis nie przynosi pożytku? Chyba ciężko by było go zamknąć, bo wiązałoby się to z nieprzychylnymi komentarzami, że próbowali się zbliżyć do ludzi, ale nie wyszło i muszą się z tego wycofać, że nie umieją współpracować itp. Spotkałem się z opnią, że Ubuntu czerpie z Debiana pełnymi garnkami, a nic nie daje w zamian. (Nie zgadzam się z tym.) Skoro tak, to dlaczego i na tym polu nie mieliby się znaleźć ironizatorzy? A żadne przedsiębiorstwo nie chce narażać na szwank swego imienia.
Ale ostatecznie w Canonical pracują mądrzy ludzie, którzy wiedzą, co robią. Chociaż... nie wszystko można przewidzieć. Np. kryzysu finansowego.

Czy jest jakiś sens istnienia Ubuntu Brainstorm? Oczywiście, że tak; jest to rzecz pożyteczna. Może niewiele pomysłów uda się zrealizować, ale chociaż trochę Brainstorm może oddać to, czego potrzebują ludzie. Parę lat temu trzeba było nie lada umiejętności, żeby skonfigurować X Window System. Dzisiaj wszystko robi się samo. Linux się rozwija; Brainstorm (i Canonical) może się do tego rozwoju przyczynić. I wiele innych, anonimowych podmiotów. I wy, użytkownicy. I wy, czytelnicy tego bloga.

sobota, 29 listopada 2008

Geany? Oczywiście!

Autor: , 15:39, sobota, 29 listopada 2008

komentarze (8)


Jak wieść gminna niesie, jest wiele edytorów tekstowych na Linuksa. Niewiele jest jednak takich, które łączą zalety szybkości, użyteczności i wygody obsługi. Chciałbym zaprezentować program Geany - edytor dla programistów. I nie tylko.


zaczynamy
Geany dostępny jest w repozytoriach Ubuntu. Pakiet nosi nazwę geany. Aby go zainstalować, wpisujemy w konsoli:
sudo apt-get install geany
lub używamy do tego Synaptica lub aptitude.

pierwsze uruchomienie
Program uruchamiamy wybierając Aplikacje -> Programowanie -> Geany.
Domyślne ustawienia są rozsądne - na początek nie trzeba nic konfigurować. Jak widać, interfejs jest dość skromny, jednak nie znaczy to, że aplikacja nie zawiera użytecznych funkcji. Wiele programów może pozazdrościć tej przejrzystości!

Geany - wszechstronny program

budowa okna
Po lewej stronie znajduje się pasek boczny z dwiema zakładkami: Symbole i Dokumenty. Co zawierają i do czego służą, każdy widzi. Ciekawszy jest pasek dolny. Na szczególną uwagę zasługują zakładki: Kompilator (można tu zapoznać się z komunikatami przy kompilacji), Brudnopis (dla wszelakich notatek) i Terminal, w którym można uruchamiać dopiero co skompilowane programy (i nie tylko) - bardzo wygodne rozwiązanie.

obsługa błędów kompilacji; podpowiadanie składni

pierwszy program w Geany
(Zakładam, że masz zainstalowany program gcc.)
Klikamy na strzałkę obok ikony "Nowy", wybieramy "C source file". Do funkcji main dopisujemy printf("witaj, Geany\n"). Tekst programu powinien wyglądać mniej więcej tak:

#include <stdio.h>
int main(int argc, char** argv)
{
printf("witaj, Geany\n");
return 0;
}

(resztę możemy usunąć). Przechodzimy na początek pliku i nad linią #include... wstawiamy datę (Edycja -> Wstaw datę -> [dowolne pole]). Musimy teraz zamienić tę linię w komentarz. W tym celu z menu Edycja wybieramy Format -> Komentuj linie. Wiersz z datą nie jest kompilatorowi do niczego potrzebny, jednakże chciałem pokazać tę użyteczną funkcję. Można też zaznaczyć wiele linii i zamienić je w komentarz jednocześnie.
Teraz przyszedł czas na "zbudowanie" programu.
Wybieramy kolejno: Zbuduj -> Zbuduj. Jeśli kompilacja zakończyła się sukcesem (można to wyczytać z zakładki Kompilator u dołu okna), możemy uruchomić program: klikamy na opcję Wykonaj z menu Zbuduj. Powinno się wyświetlić okno z naszym programem. To wszystko!

uruchomienie programu we wbudowanym terminalu ("ręczne"); kolorowanie składni

wybrane funkcje
Przede wszystkim Geany jest zintegrowanym środowiskiem programistycznym (IDE - ang. Integrated Development Environment), co oznacza, że jest zaprojektowany głównie z myślą o tworzeniu oprogramowania. Zawiera zatem funkcje, takie jak: kolorowanie składni (również plików konfiguracyjnych, HTML, XML, skryptów powłoki...), dopełnianie kodu, wyświetlanie podpowiedzi, lista funkcji, klas itp., obsługa programu make, inteligentne wyszukiwanie/zamienianie ciągów - także z użyciem wyrażeń regularnych, automatyczne wcięcia tekstu, obsługa i konwersja między różnymi sposobami kodowania znaków (UTF, ISO itp.) czy chociażby wstawianie i usuwanie znaczników komentarzy.
A wszystko w prostym, intuicyjnym interfejsie. Zwróćcie uwagę na menu Pomoc -> Skróty klawiaturowe. Skróty ładnie opisane w jednym poręcznym okienku. Genialne!
Geany zużywa mało zasobów, startuje szybko i ma niewiele zależności (wymaga jedynie GTK+).
Te cechy powodują, że może służyć nie tylko programistom, webmasterom, lecz także wszystkim innym, którzy potrzebują lekkiego i wygodnego, a zarazem potężnego narzędzia do edycji plików. Tekst ten powstał właśnie w Geany. :)

ustawienia
Do ustawień wchodzimy przez Edycja -> Preferencje (ctrl + alt + p). Na co warto zwrócić uwagę?
- w zakładce Interfejs, w polu Panel boczny można wyłączyć wyświetlanie bocznego paska, jeżeli nie jest nam potrzebny (odznaczamy dwie pierwsze opcje)
- zakładka Pasek narzędzi
- zakładka Edytor, pole Wcięcie - przydatne dla programistów
- zakładka Edytor, pole Opcje -> Zawijanie wierszy - czy wolimy przewijać tekst w pionie, czy w poziomie :)
- zakładka Narzędzia, pole Polecenia -> Akcja kontekstowa: jeśli wpiszesz tam firefox http://www.google.pl/search?q=%s, to w oknie edytora po kliknięciu prawym przyciskiem na wybrany wyraz i wybraniu Akcja kontekstowa, otworzy się karta Firefoksa prezentująca wyniki wyszukiwania danego wyrazu
- zakładka Szablony: można tu zdefiniować informacje o sobie używane np. w funkcji Edycja -> Wstaw komentarze -> Wstaw nagłówek pliku
- zakładka Skróty klawiszowe - gdy komuś nie odpowiadają domyślne
- zakładka Terminal, pole Wykonywanie programów we wbudowanym terminalu: żeby programy (Zbuduj -> Wykonaj) uruchamiały się bezpośrednio we wbudowanym terminalu, nie z użyciem programu xterm, co może być wygodniejsze.

podsumowanie
W podsumowaniu napiszę jedno: polecam zapoznanie się z programem Geany. Być może stanie się on twoim ulubionym IDE, czy po prostu ulubionym edytorem plików tekstowych.
Geany?
Oczywiście!

strona domowa: http://www.geany.org/

piątek, 28 listopada 2008

Rusza nasz kolejny blog - TechTips.pl

Autor: , 16:57, piątek, 28 listopada 2008

komentarze (6)


Miło mi poinformować, że dziś swą premierę ma nasz nowy blog - TechTips.pl. Na nowej stronie pomagamy początkującym znaleźć ciekawe miejsca w sieci i wartościowe narzędzia, natomiast zaawansowanych użytkowników z pewnością zainteresują opisywane przez nas ciekawostki.

Bloga współtworzą póki co cztery osoby. W ich imieniu i własnym zapraszam na www.techtips.pl jak również do subskrypcji kanału RSS, co pozwoli Wam na bieżąco śledzić opisywane przez nas ciekawostki.

czwartek, 27 listopada 2008

Budowa centrum multimedialnego - Linux+

Autor: , 16:56, czwartek, 27 listopada 2008

komentarze (10)


Właśnie dostałem od wydawnictwa Software kolejny numer miesięcznika Linux+, by przedstawić wam najciekawszy moim zdaniem artykuł. Wybór nie jest łatwy, bo grudniowe wydanie skupia się na rozrywce w Linuksie, co dla większości użytkowników jest nieodłączną częścią użytkowania systemu. Moją największą uwagę zwrócił artykuł o budowie centrum multimedialnego w Linuksie, szczególnie że sam zamierzałem o tym napisać na tym blogu. Autor tekstu - Rafał Kułaga dość szczegółowo opisuje różne możliwości stworzenia takiej sieci z zastosowaniem kilku aplikacji.

W przeważającej części artykułu autor skupia się na przedstawieniu aplikacji MythTV, jego instalacji i szczegółowej konfiguracji. Zostajemy zaznajomieni również z możliwościami rozbudowy naszego HTPC (Home Theater PC) poprzez instalację dodatkowych wtyczek. Jak stwierdził sam autor, jest to jedynie wstęp do budowy urządzeń HTCP.

W artykule brakuje mi porównania większej ilości programów do budowy komputerów podobnych do tych pracujących pod kontrolą Windows Media Center i szczegółowego porównania ich możliwości. Sam już jakiś czas temu poruszałem tutaj podobną tematykę w artykule Media Center w Ubuntu - Entertainer, jednak możecie się spodziewać za jakiś czas kolejnego artykułu o budowie HTCP.

EDIT: Za ten wpis dostałem za darmo najnowszy, grudniowy numer Linux+

środa, 26 listopada 2008

Konwertowanie filmów dla telefonu Sony Ericson K800i w Ubuntu

Autor: , 17:30, środa, 26 listopada 2008

komentarze (14)


Każdy nowoczesny system operacyjny powinien bez zarzutu współpracować z najnowszymi urządzeniami przenośnymi. Niestety wiele urządzeń takich jak telefony czy odtwarzacze multimedialne pod Linuksem wciąż sprawują się bardzo słabo. Na szczęście Ubuntu posiada to czego nie mają inne systemy operacyjne - znakomitą społeczność, która wciąż pracuje nad rozwiązywaniem problemów innych użytkowników. Tym razem przedstawiam artykuł obrazujący krok po kroku procedurę konwertowania filmików tak by dało się je oglądać na popularnym telefonie Sony Ericson K800i.


Poniższy tekst jest autorstwa czytelnika Lemef lemef@tlen.pl i został opublikowany za jego zgodą.

1) Instalacja kodeków


Otwieramy terminal (Aplikacje->Akcesoria->Terminal). Wpisujemy:
sudo wget http://www.medibuntu.org/sources.list.d/hardy.list -O /etc/apt/sources.list.d/medibuntu.list
Teraz musimy dodać klucz:
sudo apt-get install medibuntu-keyring
Aktualizujemy listę repozytoriów:
sudo apt-get update
Instalacja kodeków:
sudo apt-get install gstreamer0.10-plugins-ugly-multiverse gstreamer0.10-plugins-bad-multiverse gstreamer0.10-plugins-bad gstreamer0.10-plugins-ugly gstreamer0.10-ffmpeg libxine1-ffmpeg libdvdread3 w32codecs

Kodeki tak samo jak na Windowsie są niezbędne do konwertowania. W Ubuntu nie ma kodeków w repozytoriach, ponieważ w niektórych krajach takich jak USA, kodeki są nielegalne. Na szczęście w Polsce możemy ich używać.

2) Instalacja Avidemux


Następny krok to instalacja programu Avidemux. W konsoli wpisujemy:
sudo apt-get install avidemux

Po instalacji uruchamiamy program, możemy to zrobić na jeden z trzech sposobów:
  • 1. Naciskamy ALT + F2, wpisujemy avidemux i naciskamy ENTER.
  • 2. W konsoli wpisujemy avidemux i naciskamy ENTER.
  • 3. Uruchomienie z menu: Aplikacje->Dźwięk i obraz->Avidemux(GTK+)
Pojawia nam się takie okienko:


3) Konwertowanie

Naciskamy przycisk 'Otwórz' i wybieramy nasz film, który chcemy skonwertować. Z Video wybieramy: MPEG-4 ASP (lavc). Naciskamy Filters potem na Resize i wpisujemy dane tak jak na obrazku i naciskamy OK.


Następnie wybieramy Resample fps, wpisujemy 23,976.

Jeżeli chcemy jeszcze dodać napisy do filmu naciskamy na Subtitles. Wybieramy format napisów jakich mamy. Następnie naciskamy przycisk Zamknij. Z Audio wybieramy ACC (FACC) i format MP4.

Na koniec naciskamy przycisk Zapisz. TERAZ BARDZO WAŻNE!!!
Plik musimy nazwać + dopisać rozszerzenie. Np. NaszFilm.mp4.

Po zakończeniu procesu konwertowania możemy już skopiować film na nasz telefon SE K800i.

wtorek, 25 listopada 2008

Aptitude - coś więcej niż apt-get?

Autor: , 16:50, wtorek, 25 listopada 2008

komentarze (13)


Hmm, aptitude - program, o którym każdy słyszał, ale czy na pewno? Ja dowiedziałem się o nim po ponad roku mniej lub bardziej aktywnego interesowania się Linuksem. Wikipedia podaje, iż aptitude to front-end APT-a (ang. Advanced Packaging Tool), który jest w najprostszym stwierdzeniu managerem pakietów. Front-end to nic innego jak nakładka zapewniająca interfejs tekstowy lub graficzny (w aptitude mamy obydwa, choć ten graficzny powinniśmy nazwać raczej quasi-graficznym) dla aplikacji konsolowych, czyli dla tzw. back-endu. Ważną informacją będzie tu również to, że APT sensu stricto to nie program, a biblioteka C++, z której korzystają inne programy, takie jak: apt-get, apt-cache, tytułowy aptitude oraz wiele innych.

Jak już wspomniałem, aptitude posiada interfejs tekstowy, jak i quasi-graficzny. Interfejs tekstowy to nic innego jak wpisywanie odpowiednich komend, które są bardzo podobne do tych znanych z apt-geta czy apt-searcha. Nie będę się tu rozpisywał, bo na pewno każdy umie wpisać w konsoli "man aptitude". Nadmienię tylko, iż w przypadku aptitude nie musimy się zastanawiać, czy to ma być "apt-get search" czy "apt-cache search", bo aptitude to jedno narzędzie, jeden program, w których wystarczy wpisać po prostu "aptitude search". Aptitude łączy w sobie funkcjonalność kilku innych narzędzi, co jest jego bardzo dużą zaletą , gdyż wystarczy, że przeanalizujemy jeden manual i wiemy wszystko (lub prawie wszystko;-). Oczywiście ktoś mógłby stwierdzić, że on korzysta z apt-geta tylko w postaci "apt-get install nazwa_pakietu" i "apt-get remove nazwa_pakiet", to po co ma się uczyć kolejnego polecenia "aptitude install nazwa_pakietu" i "aptitude remove nazwa_pakiet". I tu wychodzi kolejna zaleta aptitude. Jeśli chodzi o sam proces instalacji pakietów, to i tu i tu wygląda to tak samo, tzn. instalowany jest wskazany pakiet wraz ze wszystkimi zależnościami, których potrzebuje. Ale co, jeśli chcielibyśmy odinstalować taki pakiet, podczas instalacji którego zostało dodatkowo ściągnięte i zainstalowane 100 MB innych pakietów? Apt-get nic z nimi nie zrobi. Aptitude je usunie, o ile nie będą one potrzebne innej aplikacji oraz o ile nie zapomnieliśmy zainstalować tego "dysko-zasobo-żernego" pakietu za pomocą aptitude. Tak, tak, jeśli chcemy, aby to inteligentne odinstalowywanie zadziałało, to pakiet musi być zainstalowany uprzednio przez aptitude. Myśl nasuwa się więc sama - używaj aptitude od samego początku nowo zainstalowanego Ubuntu, a to pozwoli Ci utrzymać porządek na dysku.
Jakie jeszcze zalety? Próbowaliście używać polecenia "apt-cache search"? Otrzymaliście wyświetlone na konsoli chaotyczne wyniki? Jeśli tak i nie podobało się to Wam, spróbujcie polecenia "aptitude search". Wyniki ładnie sformatowane, ułożone ALFABETYCZNIE, z informacją, czy dane pakiety są już w systemie czy też nie. Bez porównania!

Kolejną cechą, która powoduje, że aptitude jest lepszy niż inne programy trybu tekstowego, jest jego interfejs oparty na bibliotece ncurses, czyli na tej samej, na której bazuje Midnight Commander. Nie jest to taki typowy interfejs graficzny, jak w przypadku Synaptica, ale jest to "konsolowy" interfejs graficzny. Ukaże on nam się po wstukaniu polecenia "aptitude". No cóż, nic wyszukanego w dobie dzisiejszych wspaniałych GUI. Może i nie, ale tak naprawdę mamy wszystko, czego nam trzeba. U góry belka z rozwijanymi menu, niżej belka z kilkoma skrótami klawiaturowymi, jeszcze niżej struktura katalogowa wszystkich pakietów i na samym dole opis zaznaczonego w danej chwili pakietu. Po pakietach poruszamy się strzałkami, enterem rozwijając to, co jest w podkatalogach.


Z innych skrótów warto wymienić:

  • + zaznacza pakiet do instalacji lub uaktualnienia,
  • - zaznacza pakiet do usunięcia,
  • _ zaznacza pakiet do usunięcia wraz z plikami konfiguracyjnymi (tzw. purge),
  • L zaznacza pakiet do powtórnego zainstalowania
  • u uaktualnia listę dostępnych pakietów
  • U zaznacza wszystkie pliki, które mogą zostać uaktualnione
  • Control-u cofa ostatnią akcję lub grupę akcji
  • / po wprowadzeniu napisu wyszukuje pakiety (potem n-wyszuka następne do przodu, a N-wyszuka następne do tyłu)
  • ? wyświetla pomoc
  • g wykonuje zaplanowane akcje, tzn. instaluje, uaktualnia, usuwa pakiety
  • q wychodzi z programu bez zapisywania zmian
  • Control-t pozwala nawigować po górnym menu
Według mnie, bardzo szybko można nauczyć się tych kilku podstawowych skrótów, które znacznie ułatwią nam pracę.
Aptitude w tym trybie możemy odpalić bez praw roota (np. gdy zapomnimy o „sudo”) i dopiero po wykonaniu pewnych akcji przejść do górnego menu i z zakładki "Akcje" wybrać "Administrator".

Ktoś mógłby zapytać, po co komu taki prymitywny interfejs, skoro można odpalić sobie Synaptica i mieć to wszystko, a nawet więcej i to ładnie wyglądające. Jeżeli masz kupę RAM-u w swoim komputerze, to pewnie taki sposób jest lepszy, bo wygodniejszy i ładniejszy, ale trzeba wiedzieć, iż Synaptic na dzień dobry zżera 20 MB pamięci RAM i ponadto (co mnie osobiście bardzo denerwuje) ma tendencję do długiego namysłu podczas samego uruchamiania oraz używania funkcji "Szukaj". Jeżeli ktoś ma starszy komputer z małą ilością RAM-u i słabszym procesorem to polecałbym jednak aptitude. Co może ważniejsze to to, że Synaptic nie śledzi zależności, czyli jeżeli chcesz odinstalować dany pakiet, to odinstalujesz tylko ten konkretny, ale nie te, które zostały zainstalowany razem z nim. No i w Synapticu nie pogramy w Sapera, a w aptitude tak ;-) Górne menu => Zakładka Akcje => Saper.


Być może zainteresuje was informacja, że Daniel Burrows w najnowszej wersji 0.5.0 (alpha) aptitude wprowadził typowy interfejs graficzny (http://algebraicthunk.net/~dburrows/projects/aptitude/news/aptitude-0.5.0-release-notes/).
Projekt zatem cały czas żyje, jest rozwijany i wkracza na nowe terytoria aplikacji wyposażonych w GUI.

Nie wiem jak wy, ale ja już przekonałem się do aptitude i zamierzam go używać. Wy też spróbujcie!

autor: Maciej Szczęsny mszonline *at* gmail.com

niedziela, 23 listopada 2008

Czego możemy się spodziewać po Ubuntu 9.04

Autor: , 09:44, niedziela, 23 listopada 2008

komentarze (45)


W związku z premierą pierwszej wersji Alfa Ubuntu 9.04 chciałbym przedstawić zmiany, jakie się w niej znalazły, jak również zapowiadane przez deweloperów funkcje, których możemy się spodziewać w wersji finalnej. Zmian, mimo iż upłynęło bardzo niewiele czasu, możemy zaobserwować bardzo dużo. Niestety już coraz rzadziej wspomina się o szybszym uruchamianiu Jaunty Jackalope, jednak w zamian twórcy systemu zapowiadają kolejne ciekawe funkcje.

Zacznijmy od wersji Alfa. Jeśli chodzi o nią, to znajdziemy w niej m.in. nowe tematy czy też początkowy zestaw ikon o rozmiarze 256x256 pikseli. Jak jednak wspominają sami twórcy, ikonki skalują się jeszcze bardzo słabo i jest to właściwie dopiero wstęp do poprawnego działania.

Nowa wersja GNOME również wnosi ze sobą kilka wyżej wspomnianych zmian, mimo że ono również nie jest jeszcze dopracowane. Najprawdopodobniej finalne Ubuntu 9.04 będzie wyposażone w GNOME z numerem 2.26, które ukaże się wiosną.

Jedną z najważniejszych funkcji, jakie znajdą się w Ubuntu 9.04, będzie obsługa nowego systemu plików ext4. Mimo iż funkcja ta jest już dostępna w jądrze, Ubuntu będzie jedną z pierwszych dystrybucji, która będzie ją obsługiwać. Ext4 to spory krok naprzód: szybsza obsługa plików i nawet kilkunastokrotnie skrócony czas skanowania dysku to tylko niektóre z nowości.

W Ubuntu 8.10 Intrepid Ibex mamy już możliwość szyfrowania katalogu domowego. Jaunty Jackalope ma pozwolić na szyfrowanie całego dysku "w locie". Oczywiście wpłynie to znacznie na i tak wysoki już poziom bezpieczeństwa oferowany przez Ubuntu.

Deweloperzy Ubuntu 9.04 chcą postawić na urządzenia mobilne, gdyż to w nich kryje się największa szansa na rozpropagowanie Linuksa. Planowany jest szereg udoskonaleń związanych z zarządzaniem energią. Zapowiadane są funkcje przez długi czas oczekiwane przez wielu użytkowników, takie jak możliwość wyłączenia adapterów Bluetooth czy Wi-Fi w czasie, gdy są nie używane czy też zarządzanie zasilaniem innych urządzeń przez USB. Ponadto wprowadzona zostanie obsługa architektury ARM, w której tworzonych jest wiele minikomputerów, subnotebooków i UMPC.

Podsumowując, widać duże zainteresowanie rynkiem mobilnych urządzeń. To właśnie dla nich przewidziana jest większość nowości. Canonical widzi swoją szansę na rynku minikomputerów, w których liczy się szybkość działania i prostota obsługi, jak również niskie koszty związane z użytkowaniem systemów. W tym obszarze Ubuntu Mobile Edition wydaje się być bardzo dobrym konkurentem dla Windowsa. Na nowościach w Ubuntu 9.04 najwięcej powinni skorzystać posiadacze laptopów i notebooków.

sobota, 22 listopada 2008

Dostępna jest pierwsza wersja Alfa Ubuntu 9.04

Autor: , 12:00, sobota, 22 listopada 2008

komentarze (5)


Dopiero co miała miejsce premiera Ubuntu 8.10, a już dostępna jest pierwsza wersja Alfa Ubuntu 9.04. Wersja finalna nowego Ubuntu planowana jest na 20 kwietnia 2009 roku. Obecnie system jest czasowo "zamrożony", znajduje się w fazie naprawiania najnowszych bugów. Wersja Alfa została wydana z prawie dwudniowym opóźnieniem.

W emailu ze środy, czyli dwa dni przed wydaniem wersji alpha, Steve Langasek napisał: "Obecnie jest jeszcze trochę do zrobienia, aby instalator systemu był gotowy do czwartku; jest możliwe, że nie uda nam się na czas wydać pierwszej wersji systemu, ale robimy co możemy, żeby jak najbardziej trzymać się planu wydawniczego." Zapewne stąd wynika poślizg w wydaniu Ubuntu.

W pierwszym wydaniu przedpremierowego Ubuntu nie znajdziemy jeszcze niestety większości z zapowiadanych funkcji. Przypominam, że deweloperzy tym razem obiecali skupić się na przyśpieszeniu uruchamiania systemu i lepszej integracji pulpitu systemu z internetowymi aplikacjami.

Obraz płyty z systemem Ubuntu 9.04 Alfa 1 można pobrać stąd.

za informację dziękuję użytkownikowi kat66686

piątek, 21 listopada 2008

Dostałem płyty Ubuntu 8.10 z ShipIt

Autor: , 18:00, piątek, 21 listopada 2008

komentarze (27)


Jak zawsze, także i tym razem zamówiłem sobie płyty z Ubuntu ShipIt. Niewtajemniczonych informuję, iż jest to usługa, przez którą każdy może zamówić dla siebie jedną płytę dowolnej edycji Ubuntu bez podawania przyczyny lub większą ilość po podaniu uzasadnienia w języku angielskim. Moje zamiłowania kolekcjonerskie skłaniają mnie zawsze do zamówienia kilku płyt. Nie marnują się one jednak w szafkach, gdyż zawsze staram się je rozdawać osobom chętnym na rozpoczęcie swojej przygody z Ubuntu.

Swoją prośbę o przysłanie płyt złożyłem od razu, gdy zaistniała taka możliwość, czyli 20 października. Płyty dostałem dopiero dziś, czyli 21 listopada - łatwo więc policzyć, że realizacja mojego zamówienia zajęła okrągły miesiąc.

Zapewne wielu z was nie skorzystało z tej możliwości, nie wiecie więc, jak wyglądają nowe płytki. Już śpieszę, by je pokazać:


Zarówno płyta Ubuntu, jak i Kubuntu dość znacznie zmieniły się od ostatniego razu, nabrały świeżości, jednak straciły dużo ze swojej prostoty. Poniżej nośnik z Kubuntu 8.10:


Podsumowując, tym razem wygląd płyt został znacznie odświeżony, a nośniki z wersji na wersję wyglądają coraz lepiej. Polecam również sprawdzić, jak wyglądały płyty z Ubuntu 8.04.

środa, 19 listopada 2008

Odtwarzanie wideo z platformy Onet.tv w Ubuntu

Autor: , 16:00, środa, 19 listopada 2008

komentarze (17)


O problemach związanych z odtwarzaniem wideo z różnych serwisów internetowych w Linuksie słyszymy na każdym kroku. Na dobrą sprawę nikt nie podał gotowego rozwiązania, z którego użytkownicy Linuksa mogliby skorzystać. Będę się więc co jakiś czas starał umieszczać tu informacje o tym, jak uruchomić wideo w różnych serwisach. Na pierwszy ogień pójdzie Onet.tv, gdyż od niego zaczął również na swoim blogu o Fedorze Piotr Godlewski.

Problem z odtwarzaniem wideo jest powodowany głównie przez różne formaty stosowane w internetowym przekazie. O ile nie ma problemu z formatem Flasha (.flv) stosowanym na przykład przez YouTube, to już film zakodowany w Windows Media Video (.wmv) może nastręczyć wielu nieprzyjemności. Jeszcze gorzej sprawa przedstawia się w przypadku plików zabezpieczonych technologią DRM. Na chwilę obecną nie słyszałem, by komuś udało się obejrzeć taki materiał w Linuksie.

Przy odtwarzaniu plików z Onet.tv niezbędne będzie wykonanie dwóch czynności. Po pierwsze, musimy zainstalować wtyczkę dla przeglądarki Mozilla Firefox, dzięki której będziemy mogli połączyć ją z odtwarzaczem VLC. Jeśli nie posiadamy VLC, to zostanie on automatycznie zainstalowany. Wpisujemy więc w konsoli:
sudo apt-get install mozilla-plugin-vlc

Samo zainstalowanie wtyczki na niewiele jednak się zda, bo gdy odwiedzimy stronę platformy Onet.tv, wykryje ona przeglądarkę i system, z jakiego odwiedzamy serwis. Rzecz jasna użytkownicy Linuksa nie są witani optymistycznym hasłem. Dowiadują się jedynie, że serwis nie jest dostępny dla ich systemu. By to zmienić musimy nieco sfałszować informacje, które przeglądarka wysyła do odwiedzanych stron. Posłuży nam do tego dodatek User Agent Switcher, który możemy pobrać stąd (tylko dla Firefoksa).

To by było na tyle, jeśli chodzi o platformę Onet.tv. Teraz wystarczy już tylko wejść na stronę z wybranym wideo i z menu Firefoksa wybrać "Narzędzia=>User Agent Switcher=>Opera 9.2 (Windows Vista)".

wtorek, 18 listopada 2008

Kompresja i dekompresja w konsoli - niezbędnik

Autor: , 16:00, wtorek, 18 listopada 2008

komentarze (15)


Kompresować można graficznie. Najbardziej znane programy dla Linuksa służące do tego to File Roller (domyślnie w GNOME), Ark (KDE), Xarchiver (dostarczany razem z Xfce; nie jest to oficjalny projekt tego środowiska). Można przeprowadzać takie operacje z poziomu menedżerów plików (np. w Nautilusie zaznaczamy pliki, klikamy prawym przyciskiem myszy, wybieramy Utwórz archiwum... - lub w konsoli, w trybie tekstowym (nie CLI), dzięki programowi mc).

Czynności te można jednak czasem wykonać (przy odrobinie wprawy) nieco szybciej, a już na pewno wliczając czas uruchamiania się aplikacji, szczególnie jeśli biblioteki danego programu nie zostały jeszcze załadowane do pamięci operacyjnej.
Oto ściągawka prezentująca, jak należy korzystać z podstawowych programów do kompresji / archiwizacji obsługiwanych z poziomu konsoli. Pokazane są tylko typowe zastosowania; więcej informacji znaleźć można wpisując man program.

legenda:
PLIKI oznacza umownie listę plików lub katalogów w formacie plik1 plik2 plik3 katalog1/ katalog2/ itd.

tar
tworzenie archiwum
tar -cvf archiwum.tar PLIKI lub tar --create --verbose --file=archiwum.tar PLIKI
(Parametr -v (--verbose) jest opcjonalny; dzięki niemu tar pokazuje, który plik jest właśnie dodawany do archiwum.
Uwaga! Jeżeli plik archiwum.tar już istnieje, zostanie zamazany bez pytania.)
wyświetlenie listy plików w archiwum

tar -tf archiwum.tar (tar -tvf archiwum.tar) lub tar --list --file=archiwum.tar (tar --list --verbose --file=archiwum.tar)
rozpakowanie archiwum archiwum.tar do katalogu /tmp
cd /tmp tar -xvf archiwum.tar lub tar --get --verbose --file=archiwum.tar lub tar --extract --verbose --file=archiwum.tar
ewentualnie
tar -xvf archiwum.tar -C /tmp lub analogicznie tar --get --verbose --file=archiwum.tar --directory=/tmp
Katalog, do którego chcemy rozpakować pliki, musi istnieć.
Uwaga: pliki są nadpisywane bez pytania.
rozpakowanie wybranych plików do katalogu /tmp
tar -xvf archiwum.tar -C /tmp PLIKI
Katalog, do którego chcemy rozpakować pliki, musi istnieć.
dołączanie plików na koniec archiwum
tar -rf archiwum.tar PLIKI lub tar --append --file=archiwum.tar PLIKI (j.w. można też z -v lub --verbose)
usuwanie pliku/plików PLIKI z archiwum
tar --delete -f archiwum.tar PLIKI lub tar --delete --file=archiwum.tar PLIKI
Poleceniem tym można usuwać całe ścieżki z archiwum. Warto zachować ostrożność.

tar + gzip
tworzenie archiwum
tar -zcvf archiwum.tar.gz PLIKI lub tar --gzip ...
rozpakowanie archiwum
tar -zxvf archiwum.tar.gz lub tar --gzip lub ... tar --gunzip ... lub tar --ungzip ...

tar + bzip2
tworzenie archiwum
tar -jcvf archiwum.tar.gz PLIKI lub tar --bzip2 ...
rozpakowanie archiwum
tar -jxvf archiwum.tar.bz2 lub tar --bzip2 ...

zip
tworzenie archiwum
zip -r archiwum.zip PLIKI
(Parametr -r jest potrzebny, gdy dodajemy również katalogi - powoduje on, że do pliku archiwum.zip trafia nie tylko dany katalog, ale również jego zawartość. Gdy podajemy tylko nazwy plików, -r można pominąć.)
Jeżeli plik archiwum.zip istnieje, PLIKI są do niego dołączane.

wyświetlenie listy plików w archiwum
unzip -l archiwum.zip
testowanie archiwum
unzip -t archiwum.zip
rozpakowanie archiwum archiwum.zip do katalogu /tmp
unzip z.zip -d /tmp
rozpakowanie archiwum archiwum.zip, przywracając oryginalne wartości UID i GID (dotyczy systemów UNIX i pochodnych)
unzip -X archiwum.zip
Inaczej niż w przypadku programu tar: jeśli katalog, do którego chcemy rozpakować archiwum nie istanieje, zostanie on utworzony.
rozpakowanie wybranych plików do katalogu /tmp
unzip archiwum.zip -d /tmp PLIKI
dołączanie plików do archiwum
zip -r archiwum.zip PLIKI
usuwanie pliku/plików PLIKI z archiwum
zip -d archiwum.zip PLIKI

gzip
kompresowanie pliku
Uwaga. Program gzip nie archiwizuje plików - plik .gz może przechować tylko 1 plik (w postaci skompresowanej).
gzip PLIK (uwaga: PLIK zostanie usunięty)
To polecenie tworzy plik o nazwie PLIK.gz, a następnie usuwa PLIK.
kompresowanie pliku - sposób drugi (bez usuwania pliku wejściowego)
gzip -c PLIK > nowyplik.gz
Uwaga. Jeżeli nowyplik.gz istnieje, zostanie nadpisany bez pytania.
testowanie pliku

gzip -tv plik.gz
wyświetlenie informacji o pliku .gz
gunzip -l plik.gz lub gunzip -lN plik.gz
(Szczypta "teorii". Gdy program gunzip dekompresuje plik, domyślnie nadaje nowemu taką samą nazwę, ale bez rozszerzenia .gz. Jeśli dodamy parametr -N, utworzony plik będzie miał nazwę taką, jaką miał przed kompresją.
Stąd parametr -N ma znaczenie także przy wyświetlaniu informacji o pliku gzip w polu uncompressed_name - nazwa pliku po dekompresji.)
rozpakowanie pliku plik.gz do katalogu /tmp
cd /tmp gunzip plik.gz lub gunzip -N plik.gz
rozpakowanie pliku nowyplik.gz do katalogu /tmp - sposób drugi
gunzip -c plik.gz > /tmp/mój_plik
Uwaga. Jeżeli mój_plik istnieje, zostanie nadpisany bez pytania.

bzip2
kompresowanie pliku
Uwaga. Program bzip2 nie archiwizuje plików - plik .bz2 może przechować tylko 1 plik (w postaci skompresowanej).
bzip2 PLIK (uwaga: PLIK zostanie usunięty)
To polecenie tworzy plik o nazwie PLIK.bz2, a następnie usuwa PLIK.
kompresowanie pliku - sposób drugi (bez usuwania pliku wejściowego)
bzip2 -k PLIK
testowanie pliku
bunzip2 -tv plik.bz2
(Podobnie jak w przypadku gzipa, po dekompresji program bzip2 domyślnie nadaje nowemu plikowi taką samą nazwę, ale bez rozszerzenia .bz2.
Tutaj jednak nie występuje parametr o funkcji takiej, jaką ma -N z gzipa.)

rozpakowanie pliku plik.bz2 do katalogu /tmp
cd /tmp bunzip2 plik.bz2
Jeśli plik.bz2 nie ma być usunięty, stosujemy parametr -k.
rozpakowanie pliku nowyplik.gz do katalogu /tmp - sposób drugi
bunzip2 -c plik.bz2 > /tmp/mój_plik
Uwagi. W tym przypadku plik.bz2 nie zostanie usunięty. Natomiast, jeżeli mój_plik istnieje, zostanie nadpisany bez pytania.
Porada. Masz zepsuty plik bz2? Spróbuj go naprawić za pomocą polecenia bzip2recover! Może chociaż część pliku da się uratować...


7-zip
7-zip jest uniwersalnym programem kompresującym. Obsługuje kilka formatów kompresji, ma również swój - 7z, wykorzystujący domyślnie algorytm LZMA, który jest stosowany w niektórych paczkach deb.
Największą wadą formatu 7z jest to, że nie zapisuje "uniksowych" informacji o właścicielu i grupie plików. Stąd niezalecane jest używanie archiwum 7z do przechowywania kopii zapasowych w Linuksie. Zamiast tego warto utworzyć plik tar z wybranymi plikami, a dopiero potem skompresować w formacie 7z.
Co więcej, również pliki w innych formatach (zip, tar) utworzone za pomocą 7z nie mają ustawionych wartości UID/GID.

tworzenie archiwum
7z a archiwum.7z PLIKI
wyświetlenie listy plików w archiwum
7z l archiwum.7z
testowanie
7z t archiwum.7z
rozpakowanie archiwum archiwum.7z do katalogu /tmp
7z x archiwum.7z -o/tmp
Po parametrze -o nie ma być odstępu.
rozpakowanie wybranych plików do katalogu /tmp
7z x archiwum.7z -o/tmp PLIKI
dołączanie plików do archiwum
7z a archiwum.7z PLIKI
usuwanie pliku/plików PLIKI z archiwum
7z d archiwum.7z PLIKI

Na koniec ciekawostka. Wiele graficznych narzędzi do kompresji/dekompresji plików nie robi tego "samodzielnie", ale używa zewnętrznych poleceń - takich jak te wymienione. Taki program określamy mianem front-end. Przykładem takiej aplikacji jest File Roller.

poniedziałek, 17 listopada 2008

LAMPP czyli XAMPP dla Ubuntu

Autor: , 16:00, poniedziałek, 17 listopada 2008

komentarze (19)


O ile tworzenie zwykłych HTML-owych stronek wymaga od nas jedynie posiadania najprostszego edytora tekstu, to już do programowania stron PHP będziemy potrzebować serwera z zainstalowanym odpowiednim środowiskiem. Nie każdego początkującego webmastera jest stać na kupno miejsca na serwerze w firmie hostingowej. Nawet takie rozwiązanie nie jest idealne, gdyż w przypadku każdej modyfikacji kodu, aby zobaczyć jej efekty, należy przesłać stronę na serwer, co powtarzane dziesiątki razy, jest zajęciem dość mozolnym. Tu z pomocą przychodzi nam XAMPP, czyli darmowy, wieloplatformowy pakiet składający się z serwera Apache, bazy danych MySQL, PHP oraz Perla. LAMPP to jego linuksowa wersja.
Największa zaletą pakietu jest prostota instalacji, gdyż w przeciwieństwie robienia tego dla każdego komponentu z osobna, nie musimy spędzać długich godzin na konfiguracji.

Instalacja LAMPP-a (linuksowej wersji XAMPP) sprowadza się do pobrania archiwum ze strony producenta: download
,
a następnie do rozpakowania pliku:
tar xvfz xampp-linux-XXX.tar.gz -C /opt #gdzie XXX to numer wersji
Oczywiście powyższe polecenie wykonujemy jako root.
Aby sprawdzić, czy pakiet zainstalował się poprawnie, uruchamiamy produkt poleceniem:
sudo /opt/lampp/lampp start
następnie w naszej przeglądarce internetowej wpisujemy: 127.0.0.1 (lub http://localhost – nazwy stosuje się wymiennie). Jeśli w oknie pojawi się strona powitalna XAMPP-a znaczy, że wszystko poszło po naszej myśli. Pozostaje mam już tylko zabezpieczyć naszą aplikację przed nieautoryzowanym dostępem. Aby tego dokonać, wklepujemy w konsoli jako root:
/opt/lampp/lampp security
Gdy już ustawimy hasło dostępu do każdego składnika pakietu, możemy przyjrzeć się bliżej innym parametrom startowym LAMPP-a:

start - uruchamia XAMPP.
stop - zatrzymuje XAMPP.
restart - zatrzymuje, a następnie uruchamia XAMPP.
startapache - uruchamia tylko Apache.
startssl - uruchamia wsparcie SSL dla serwera. Sprawia, że Apache, również w przyszłości, startuje z włączonym SSL.
startmysql - uruchamia tylko MySQL
startftp - uruchamia ProFTP serwer. Podobnie jak w wypadku SSL, serwer pozostaje aktywny, również po restarcie Apache'a.
stopapache - zatrzymuje Apache'a.
stopssl - zatrzymuje wsparcie SSL dla serwera. Sprawia, że Apache, również w przyszłości, startuje z wyłączonym SSL.
stopmysql - zatrzymuje MySQL.
stopftp - zatrzymuje ProFTP serwer. Analogicznie jak w wypadku SSL, serwer pozostaje wyłączony również po restarcie Apache'a.
security - uruchamia niewielki program sprawdzający zabezpieczenia.
Phpstatus - sprawdza, którą wersję PHP mamy aktualnie aktywną.
php5 - uruchamia PHP w wersji 5.
php4 - uruchamia PHP w wersji 4.

Należy dodać, że PHP jest domyślnie zainstalowane w lokalizacji: /opt/lampp/htdocs (i oczywiście niższych w drzewie katalogu), a więc nasze strony należy umieszczać właśnie tam. Lokalizację tę można zmienić w pliku konfiguracyjnym Apache (w sekcji DocumentRoot) znajdującym się w katalogu:

/opt/lampp/etc/httpd.conf

lepiej jednak pozostawić domyślną lokalizację, by nie utracić dostępu do komponentów LAMPP-a dostępnych z przeglądarki, takich jak phpMyAdmin.

Umiejscowienie pozostałych plików konfiguracyjnych:

/opt/lampp/etc/my.cnf - plik konfiguracyjny MySQL;
/opt/lampp/etc/php.ini - plik konfiguracyjny PHP;
/opt/lampp/etc/proftpd.conf - plik konfiguracyjny ProFTPD;
/opt/lampp/phpmyadmin/config.inc.php - plik konfiguracyjny phpMyAdmin.

Oczywiście baza danych zawarta w pakiecie współpracuje z aplikacjami takimi jak MySQL Administrator i MySQL Query Browser, znajdującymi się w repozytoriach Ubuntu.

Z tak zainstalowanym środowiskiem gotowi jesteśmy do uruchamiania stron napisanych w PHP. Teraz pozostaje nam już tylko nauka i praca nad doskonaleniem swoich umiejętności z dziedziny tego języka.

niedziela, 16 listopada 2008

Wormux czyli darmowe Wormsy dla Linuksa

Autor: , 12:30, niedziela, 16 listopada 2008

komentarze (8)


Dziś chciałbym poruszyć nieco luźniejszy temat, a mianowicie odpowiednik bardzo znanych Wormsów - Wormux. Nie od dziś wiadomo, że komputery nie służą jedynie do pracy. Każdemu co jakiś czas potrzebna jest odrobina rozluźnienia - chociażby po to, by wrócić do pracy z nową energią i pomysłami. Wormux jest idealnym sposobem na spędzenie wolnego czasu zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci.

W Wormuksie toczy się walka między maskotkami reprezentującymi darmowe oprogramowanie. Dostępne są drużyny takie jak penguin, gnu, firefox czy wilber. Cała zabawa toczy się w świecie 2D stylizowanym wyglądem na świat kreskówek. Zasady rozgrywki są banalnie proste - zniszczyć drużynę przeciwnika. Gracze do wyboru mają wyrafinowane techniki ataku i bogate uzbrojenie. Kto zrobi ze swojego ekwipunku lepszy użytek i szybciej upora się z innymi drużynami, zostanie zwycięzcą.

Mimo iż potrzeba odrobiny strategii by wygrać, gra jest - jak to określają sami twórcy - "masową zagładą", w której tura po turze każdy użytkownik musi zadać jak największe szkody wrogom.

Gra jest rozpowszechniana za darmo na licencji GPL, więc by ją zainstalować, nie trzeba ponosić żadnych dodatkowych opłat. Wystarczy w konsoli wpisać:
sudo apt-get install wormux
Po instalacji uruchamiamy grę z menu 'Programy=>Gry=>Wormux'. Po uruchomieniu przywita nas przejrzyste menu główne w języku polskim:


Do wyboru mamy znane z większości gier tryby: gra z innymi przeciwnikami (realnymi), gra z komputerem (w fazie rozwojowej) a od wersji 0.8 Wormux oferuje też grę przez sieć. Zmiana trybu wyświetlania grafiki czy uruchamianie na pełnym ekranie działają u mnie w 100% dobrze. Moją uwagę zwrócił fakt dużej liczby map dostępnych w grze, dzięki czemu używanie programu tak szybko się nie nudzi.


Tym jednak, co najlepsze, jest oczywiście sama rozgrywka. Tutaj gra wypada bardzo dobrze. Widać dużą dbałość o szczegóły i wygląd. Po grze poruszamy się mniej więcej tak samo, jak w popularnych Wormsach, co powinno ułatwić zadanie osobom znającym ten produkt. Mimo iż Wormux oferuje dość dużo funkcji, przełączanie się między nimi jest bardzo intuicyjne. Już po kilku minutach obcowania z grą można nauczyć się jej kompletnej obsługi.


Podsumowując, Wormux dzięki zastosowaniu miłej dla oka kolorystyki i bajkowych postaci wydaje się być świetną propozycją dla dzieci. Sceny w grze nie należą do drastycznych, żadna z postaci nie uroni też ani kropli krwi. Jednym słowem - polecam.

sobota, 15 listopada 2008

Google Earth w Ubuntu 8.10 - u mnie nie działa

Autor: , 21:00, sobota, 15 listopada 2008

komentarze (29)


Google Earth to najpopularniejszy program do przeglądania zdjęć satelitarnych naszej planety przedstawionych na trójwymiarowym globusie. Dodatkowo mamy możliwość przeglądania zdjęć lotniczych i panoram wykonywanych z poziomu ulicy. Osoby lubiące podróże z pewnością docenią dostępne w programie różnego rodzaju informacje turystyczne i geograficzne. Bardzo często korzystam z bogatej gamy funkcji oferowanych przez ten program, więc postanowiłem zainstalować sobie najnowszą wersję tego programu. No i zaczęły się schody...

Tym razem instalacja najnowszego produktu nie wpłynęła zbyt pozytywnie na poprawę wygody użytkowania. Było wręcz tragicznie. Ale zacznijmy od początku. Jak zwykle w poszukiwaniu nowej wersji programu odwiedziłem stronę producenta. Tam dowiedziałem się, że najnowszą dostępną jest ta z numerem 4.3. Jako że zwykłem korzystać z najnowszych wersji pakietów, wykonałem wszystkie niezbędne kroki i już po kilku minutach miałem na dysku zainstalowane Google Earth 4.3. Opiszę, jak to zrobiłem, bo jest bardzo prawdopodobne, że przy innej karcie graficznej wszystko będzie działało poprawnie.

Instalacja zatem sprowadza się do wykonania w konsoli kilku poleceń i podążania za krokami instalatora:
sudo wget http://www.medibuntu.org/sources.list.d/intrepid.list -O /etc/apt/sources.list.d/medibuntu.list

sudo aptitude update && sudo aptitude install medibuntu-keyring && sudo aptitude update

i na koniec, by zainstalować program:
sudo aptitude install googleearth-4.3

Wydawało się, że wszystko jest dobrze do momentu, w którym uruchomiłem program. Co tu dużo mówić - nie wyglądało to przyjemnie.


Dała o sobie znać jedna z wad większości aplikacji Google dla Linuksa - opieranie się na bibliotekach Wine. Zacząłem szukać przyczyny tragicznego wyświetlania się globusu w Ubuntu 8.10. Gdzieś na zagranicznym forum dowiedziałem się, że zwykle pomaga wyłączenie widoku atmosfery. Rzeczywiście, wyłączenie tej opcji poprawiło nieco wyświetlanie, ale nie do tego stopnia, by program stał się "używalny".

Pomyślałem, że instalacja starszej wersji programu może rozwiązać mój problem. Wykonałem szybko polecenie usuwające nowy pakiet i zastępujące go starym (popularnie zwane downgrade):
sudo aptitude remove googleearth-4.3 && sudo aptitude install googleearth-4.2

Niestety i w tym przypadku efekt był podobny. Mapy renderują się niewyraźnie i zależnie od położenia zmieniają jedynie swoje kolory. Biorąc pod uwagę to, że ta sama wersja programu działa prawidłowo w poprzednim Ubuntu Hardy Heron, jestem trochę zaniepokojony. Google Earth działa w Intrepid Ibex niemal tak, jakby uruchomić w Wine jego wersję dla Windowsa. Mam głęboką nadzieję, że należę jedynie do wąskiego grona "szczęśliwców", u których występuje ten problem. Cóż, pozostaje odnotować fakt problemów z Google Earth i wierzyć, że deweloperzy lepiej się spiszą podczas tworzenia kolejnej wersji pakietu.
Jak pisać programy Java i C++ w edytorze Gedit

Autor: , 14:40,

komentarze (17)


Pod Windowsem dostępnych jest wiele programów dla początkujących adeptów sztuki programowania. Aplikacje takie jak Dev-C++ czy JCreator LE pozwalają w prosty sposób skompilować i wykonać program. A co proponuje Ubuntu? Oczywiście mamy takie programy jak Anjuta czy Eclipse, jednak według mnie najprostszym rozwiązaniem jest przystosowanie do tego zadania domyślnego edytora tekstu dla środowiska GNOME - Gedita.

Co zatem będzie nam potrzebne? Oczywiście Gedit - gdyby się tak zdarzyło, że z jakiś powodów nie jest zainstalowany, wystarczy wykonać w terminalu polecenie:
sudo apt-get install gedit
Po podaniu hasła menedżer pakietów Apt zainstaluje Gedita wraz z potrzebnymi zależnościami.

Potrzebny nam również będzie kompilator C++. Ja osobiście używam popularnego g++, ale zapewne po przeczytaniu tego tutoriala będziecie w stanie używać dowolnie wybranego kompilatora C++.

Instalujemy więc g++ poleceniem:
sudo apt-get install g++
W następnej kolejności zainstalujemy środowisko Javy:
sudo apt-get install sun-java6-jdk
Do zainstalowania sun-java6-jdk potrzebne jest uaktywnione repozytorium Multiverse. Jeśli jeszcze nie zostało ono udostępnione, wchodzimy w 'System=>Administracja=>Źródła oprogramowania' i na zakładce 'Oprogramowanie Ubuntu' zaznaczamy „Oprogramowanie ograniczone prawami autorskimi lub problemami natury prawnej (multiverse)”.

Następnie odpalamy Gedita poleceniem w konsoli "gedit" lub po prostu z menu 'Aplikacje=>Akcesoria=>Edytor tekstu'.

Na początku musimy aktywować odpowiedni plugin: Edycja=>Preferencje, zakładka Wtyczki i tu musimy odnaleźć na liście i zaznaczyć plugin "Narzędzia zewnętrzne", który to pozwala wykonywać zewnętrzne polecenia i skrypty powłoki. Następnie zamykamy okno z pluginami - przycisk Close.

Teraz należy dodać odpowiednie „akcje”, by były one wykonywane po naciśnięciu odpowiedniego klawisza (lub kombinacji klawiszy). Wchodzimy w 'Narzędzia=>Narzędzia zewnętrzne', w nowym oknie klikamy "Nowy", wpisujemy nazwę narzędzia, niech będzie to "g++ compile" i dalej jak poniżej:

Description: g++ compile
Shortcut Key: 1 (po kliknięciu w pole po prostu wciskamy klawisze)
Command(s): echo "Compiling: "$GEDIT_CURRENT_DOCUMENT_NAME
g++ $GEDIT_CURRENT_DOCUMENT_NAME -o ${GEDIT_CURRENT_DOCUMENT_NAME%.*}
Input: Nothing
Output: Display in bottom panel
Applicability: All documents

*Na poziomie bardziej zaawansowanym, w okienku Command(s) możemy wpisać:

echo "Compiling: "$GEDIT_CURRENT_DOCUMENT_NAME
g++ -pedantic -Wall -ansi $GEDIT_CURRENT_DOCUMENT_NAME -o ${GEDIT_CURRENT_DOCUMENT_NAME%.*}

Piszemy program

Od razu testujemy - pierwszą aplikację napiszemy w języku C++:

W Gedicie wpisujemy kod prostej aplikacji w C++ następnie zapisujemy go jako helloWorld.cpp - ważne jest, by przed skompilowaniem zapisać plik. Kompilujemy program za pomocą wcześniej ustalonego skrótu: Control + 1. Rezultat poniżej:


Następne narzędzie - uruchamianie programu w C++. Powtarzamy kroki jak poprzednio. Niech nowe narzędzie nazywa się "run C++":
Description: run C++ Shortcut Key: 2
Command(s): echo "Running: "${GEDIT_CURRENT_DOCUMENT_NAME%.*}"\n"
./${GEDIT_CURRENT_DOCUMENT_NAME%.*}
Input: Nothing
Output: Display in bottom panel
Applicability: All documents

Uruchamiamy program skrótem klawiaturowym: 'Control + 2' i obserwujemy rezultat:


Pora na Javę. Narzędzie do budowania pliku z rozszerzeniem .class. Niech nazywa się ono "Java Compile".

Description: Java Compile
Shortcut Key: 3
Command(s): echo "Compiling: " $GEDIT_CURRENT_DOCUMENT_PATH
javac $GEDIT_CURRENT_DOCUMENT_PATH
Input: Nothing
Output: Display in bottom panel
Applicability: All documents

Kod prostego programu w Javie wklejamy do edytora tekstu:
public class helloWorld {

public static void main(String[] args) {
System.out.println("Hello, World");
}
}

Zapisujemy jako helloWorld.java - ważne jest, by przed kompilacją zapisać plik.
Kompilujemy program za pomocą wcześniej ustalonego skrótu: Control + 3.

Następne narzędzie - uruchamianie programu w Javie. Niech nazywa się ono "Java Run":

Description: Java Run
Shortcut Key: 4
Command(s): echo "Running: "${GEDIT_CURRENT_DOCUMENT_NAME%.*}"\n"
java ${GEDIT_CURRENT_DOCUMENT_NAME%\.*}
Input: Nothing
Output: Display in bottom panel
Applicability: All documents

Obserwujemy rezultat po wciśnięciu Control + 4:


I to by było na tyle. Teraz już bez przeszkód możemy pisać, kompilować, wykonywać proste programy. Tutorial testowałem na Ubuntu 8.04 i 8.10

Autor: Maciej Szczęsny mszonline@gmail.com

piątek, 14 listopada 2008

Co robić gdy Ubuntu się zawiesi

Autor: , 21:00, piątek, 14 listopada 2008

komentarze (24)


Każdy, nawet najlepiej zaprojektowany system, ulega czasem pod wpływem źle działającej aplikacji. Nie inaczej jest z Ubuntu. Mimo iż trudno w nim doświadczyć "twardego restartu", to co jakiś czas zdarza się, że jakaś aplikacja przestanie odpowiadać. Zwykle nie skutkuje to całkowitym zawieszeniem systemu, jednak na słabszych maszynach może skutecznie zniszczyć efekty pracy w czasie danej sesji. Pokażę, co można zrobić, gdy któraś z aplikacji przestanie reagować na polecenia użytkownika.

Na początek: jeśli korzystamy lub korzystaliśmy z systemów z rodziny Windows powinniśmy zapomnieć o skrócie klawiszowym 'Ctrl+Alt+Delete'. Użycie go w Ubuntu nie skutkuje żadną reakcją ze strony systemu. Często po przesiadce z Windowsa odruchowo wciskamy tę kombinację, a gdy zawodzi - użytkownicy zwykle nie wiedzą, co robić i zwyczajnie restartują sprzętowo komputer, co jest zwane wspomnianym wcześniej twardym restartem. Jak na ironię, twórcy Linuksa przewidzieli bardzo wiele opcji rozwiązania różnych awaryjnych sytuacji.

Jedną z najprostszych czynności, jaką można wykonać po zawieszeniu się programu, jest zabicie jego procesu. Powinno to odciążyć system i przywrócić go do równowagi. Procesy możemy kończyć na wiele sposobów. Jednym z najbardziej przyjaznych jest dodanie do jednego z paneli apletu 'Wymuszenie zamknięcia'. By to zrobić, klikamy na dowolny panel (pasek) prawym przyciskiem myszy i z menu kontekstowego wybieramy 'Dodaj do panelu'. W nowo otwartym oknie wyszukujemy aplet 'Wymuszenie zamknięcia' i kończymy klikając 'Dodaj'.


Opis dodatku powinien rozwiać wszelkie wątpliwości: 'Wymusza zakończenie źle działającego programu'.

Teraz, gdy będziemy chcieli zakończyć jakiś program, wystarczy kliknąć raz na ikonkę apletu, a następnie na okno źle działającego programu. System zakończy działanie procesu.


Innym popularnym sposobem kończenia aplikacji jest zabijanie ich procesów z poziomu monitora systemu. By go uruchomić, przechodzimy do menu 'System=>Administracja=>Monitor systemu'. W oknie programu klikamy na zakładkę 'Procesy', a następnie na interesujący nas klikamy prawym przyciskiem myszy i z menu kontekstowego wybieramy 'Zakończ proces'.


Zabijać procesy można też oczywiście z poziomu konsoli. Służy do tego polecenie o wdzięcznej nazwie 'killall'. Jest to właściwie najprostszy sposób na zakończenie "niewygodnego" programu, o ile znamy nazwę procesu. Wystarczy w terminalu poprzedzić nazwę procesu poleceniem killall, żeby został on zabity przez system. Znowu posłużę się tu przykładem kalkulatora. Kalkulator dla GNOME nosi nazwę Gcalctool, więc by zakończyć proces kalkulatora, wpisujemy w konsoli:
killall gcalctool
Prawda, że proste? Przejdźmy zatem do bardziej nietypowych sposobów na odwieszenie systemu. Często, by dać odetchnąć pulpitowi, restartuje się popularnie zwane X-y, czyli powłokę graficzną systemu. Całą czynność wykonuje się prostym skrótem klawiszowym, który ma działanie natychmiastowe, więc proszę być ostrożnym. Jest to dokładnie kombinacja klawiszy 'Ctrl + Alt + Backspace'. Po jej użyciu wszystkie widoczne okna powinny się natychmiast zamknąć, a my zostaniemy cofnięci ponownie do ekranu logowania.

Jeśli 'Ctrl + Alt + Backspace' nie przyniesie oczekiwanego rezultatu, powinniśmy zainteresować się klawiszem 'SysRq' (u mnie w laptopie pokrywa się on z klawiszem 'Print Screen'). Jego odpowiednie kombinacje potrafią czynić istne cuda.
Zazwyczaj kombinacja 'Alt + SysRq + K’ powinna pomóc. Jej zadaniem jest zakończenie wszystkich istniejących procesów. Chyba nie muszę przypominać, aby nie nadużywać tego skrótu :)

Ostatecznym rozwiązaniem (przed twardym restartem) jest użycie dość skomplikowanego skrótu. Należy trzymając wciśnięte klawisze 'Alt + SysRq' po kolei wybierać znaki ‘R’ ‘E’ ‘I’ ‘S’ ‘U’ ‘B’. Są to litery czytanego od tyłu wyrazu 'BUSIER'.

Jak widzicie, sposobów na zwieszonego Linuksa jest dość dużo, szczególnie biorąc pod uwagę to, że przedstawiłem w tym artykule tylko te najpopularniejsze. Mam nadzieję, że po dokładnej lekturze będziecie wiedzieli co zrobić, gdy następnym razem jakiś program odmówi współpracy.

czwartek, 13 listopada 2008

Poszukujemy pracowników

Autor: , 19:28, czwartek, 13 listopada 2008

komentarze (6)


Serwis UbuCentrum.net stał się szybko jednym z najpopularniejszych blogów w Polsce o Linuksie. Codziennie odwiedza nas kilka tysięcy głodnych wiedzy czytelników. Jak dotąd team twórców UbuCentrum.net składa się z trzech osób, które poświęcają swój wolny czas na rozwijanie bloga. W międzyczasie chętnie publikujemy też pojedyncze artykuły gościnnych twórców. By strona ta mogła ukazać swój pełny potencjał, potrzebne jest jednak większe grono twórców - stąd też dzisiejszy post.

Zależy nam głównie na nawiązaniu współpracy z twórcami artykułów, którzy będą potrafili podzielić się swoją wiedzą z czytelnikami bloga. Nie dbamy o wiek czy wykształcenie, liczą się dla nas jedynie umiejętności. Zainteresowanych prosimy o kontakt na adres e-mail adrian@ubucentrum.net.

środa, 12 listopada 2008

Tatuaż z logo Ubuntu

Autor: , 14:45, środa, 12 listopada 2008

komentarze (21)


Możesz nazywać się fanem Ubuntu, ale czy byłbyś w stanie wytatuować sobie jego logo na własnym ciele? Dwudziestosześcioletni Denham Coote pochodzący z Południowej Afryki postanowił tego dokonać. Coote powiedział, że to jego pierwszy tatuaż jak również, że zdecydował się na jego wykonanie ze względu na ładny wygląd loga i poparcie dla pomysłów głoszonych przez społeczność Linuksa. Przedstawiam wywiad z posiadaczem tatuażu.

Wywiad został przeprowadzony dla serwisu fridge.ubuntu.com stąd strony wywiadu to Fridge i Denham.

Fridge: Czy tatuaż jest prawdziwy?
Denham: Oczywiście że jest.

Fridge: Zrobienie sobie tatuażu to trudna decyzja. Co znaczy dla ciebie logo Ubuntu?
Denham: Więc, pomijając bardzo ładny wygląd, bardzo podoba mi się to, co reprezentuje to logo. Idee głoszone przez społeczności Ubunu/Linuksa/Open Source. Idee dzielenia się, opieki, akceptacji, wspierania, wspólnej pracy w imię wspólnego dobra, i tak dalej. Strona Ubuntu.com podsumowuje to świetnie hasłem: 'Człowieczeństwo wobec innych'.

Fridge: Kiedy podjąłeś ostateczną decyzję o zrobieniu tego? Czy to była trudna decyzja? Jak długo nad tym myślałeś?
Denham: Często zastanawiałem się nad zrobieniem sobie jakiegoś tatuażu, ale nigdy nie miałem ku temu dobrego powodu. I tak przez dłuższy czas. To musiało się wreszcie stać. W zeszłą środę rozmawiałem z Kay (twórcą tatuaży) nad ostatecznym rozwiązaniem. Następnego dnia po tym, jak to sobie trochę przemyślałem, uświadomiłem sobie, że tatuaż powinien zawierać wartości ponadczasowe. Biorąc pod uwagę, jakiego systemu używam i to, jakie wartości reprezentuje jego społeczność, powiedziałem: "Tak, Ubuntu!".

Fridge: Wiesz, czy ktoś z twoich znajomych, zainspirowany tobą, planuje zrobić to samo? Jak na to zareagowała twoja rodzina i znajomi?
Denham: Jak na razie nie słyszałem, żeby ktoś jeszcze chciał to zrobić. To interesujące, bo osoby nie zajmujące się tematyką komputerową widzą w moim tatuażu jedynie ładną grafikę. Za to ludzie ze społeczności Ubuntu podają mi ręce i gratulują odwagi. Na razie jedyny negatywny komentarz otrzymałem od 12-letniej osoby na Digg, która dała upust swojej ignorancji :)

Fridge: Czy twoi rodzice to widzieli? Co o tym sądzą?
Denham: Pokazałem tatuaż mojemu tacie zaraz po zrobieniu. Dorastałem w domu, w którym tatuaże nie były akceptowane. Po wyjaśnieniu znaczenia, wydaje się, że zaakceptował tatuaż, mimo oferty jego usunięcia (gdy był świeżo zrobiony).



Wydaje się, że społeczność Linuksa przybiera na sile, co objawia się coraz większą liczbą zdarzeń takich jak to. Przypominam, że całkiem niedawno para Szwedów dała swojemu dziecku na imię Linux. Co będzie dalej? :)


wtorek, 11 listopada 2008

Dodawanie cieni do tekstu w GIMP-ie

Autor: , 18:30, wtorek, 11 listopada 2008

komentarze (6)


GIMP to ceniony przez wielu (również przeze mnie) darmowy program do obróbki grafiki. Wyglądem kreowany na podobieństwo do swojego największego konkurenta - Adobe Photoshopa. Niestety do popularnie zwanego PS-a jeszcze wiele mu brakuje, zarówno biorąc pod uwagę ilość funkcji, jak i prostotę użytkowania. Prosta czynność, jaką jest dodawanie do napisów różnego rodzaju cieni, może sprawić nie lada problem. Pokażę, jak to zrobić.

Niestety nie wystarczy zaznaczyć odpowiedniej opcji, by pojawił się cień. Mamy za to możliwość dokładnego dopasowania tego, jak owe odbicie będzie wyglądało.

Do dzieła!
1) Zaczynamy od stworzenia dowolnego obrazka. Wybieramy w tym celu z menu programu 'Plik=>Nowy' i podajemy żądaną wielkość obrazka.

2) Następnie dowolną czcionką piszemy na obrazku równie dowolny tekst. U mnie to wygląda tak:


3) Kolejną czynnością, jaką musimy wykonać, jest skopiowanie warstwy tekstu, który utworzyliśmy. Przechodzimy więc do okna edycji warstw i duplikujemy warstwę tekstu, klikając na odpowiedni przycisk (tak jak na obrazku).


4) Gdy posiadamy już dwie warstwy tekstowe zaznaczamy tę z nich, która znajduje się niżej i zmieniamy jej kolor na taki, jaki ma mieć nasz cień. W moim przypadku będzie to kolor biały, jednak nic nie szkodzi na przeszkodzie, by wybrać czarny czy jakikolwiek inny. Gdy zmieniliśmy kolor podrzędnej warstwy, na obrazku nie powinno być jeszcze widać żadnych efektów naszej pracy.

5) Musimy teraz zaznaczyć warstwę tekstu, która ma służyć za cień, a następnie z menu GIMP-a wybrać 'Filtry=>Rozmycie=>Rozmycie Gaussa'.

W oknie właściwości rozmycia możemy dostosować wartość rozmycia cienia. Po zakończeniu klikamy na 'OK' i podziwiamy nasz tekst.

Mój obrazek wygląda teraz tak:

Jeśli cień jest niewidoczny lub jest zbyt słaby, należy zduplikować kilkukrotnie warstwę z cieniem.

Podsumowując, dodawanie cieni nie należy do najtrudniejszych, jednak po przesiadce z Photoshopa wiele osób może mieć z tym problemy.
Recenzja Xubuntu 8.10

Autor: , 12:20,

komentarze (13)


Ostatnio zgłębiamy na tym blogu programy przeznaczone dla słabszych komputerów. Myślę, że w tym momencie dobrym przystankiem będzie recenzja Ubuntu wyposażonego w najlżejsze środowisko graficzne Xfce - Xubuntu. Myślę, że dzięki temu środowisku wiele leciwych maszyn przeżyje swoją drugą młodość.


Przypominam, że z Xfce mogą korzystać również użytkownicy Ubuntu, wystarczy zainstalować dodatkowy pulpit Xfce wpisując w konsoli:

sudo apt-get install xubuntu-desktop

Po tym krótkim wstępie, przedstawiam recenzję przygotowaną przez richs-lxh, twórcę serwisu http://the.linux-hardcore.com/.

Dlaczego Xubuntu?
Więc, by zaspokoić moją potrzebę prędkości i miłość do pulpitu Xfce, na drugiej partycji posiadam już Xubuntu 8.10 Intrepid Ibex.

Co w nim lubię?

Lubię szybkość i stabilność. Żeby być uczciwym, testowałem też GNOME i KDE, jednak nie spełniały one moich oczekiwań odnośnie prędkości, więc wybrałem Xfce w połączeniu z Fluxboksem. Może to zbyt minimalistyczne dla wielu ludzi, ale ja lubię używać terminala, mogę zmieniać pliki konfiguracyjne dopasowując je do własnych potrzeb i spędziłem kilka lat kreując ostateczny skład mojej głównej dystrybucji. Zostawiłem w niej jedynie aplikacje i funkcje, których używam do codziennej pracy.

Co ze specyficznościami Xubuntu 8.10?
Szczerze mówiąc, jestem podekscytowany poczynionym postępem w stosunku do wcześniejszych wersji. Zmiany w wyglądzie, odczuciu i poprawa wydajności są zauważalne. Nie jestem tu teraz nastawiony anty-Ubuntu, mogę tylko powiedzieć, że Xubuntu jest bardzo dobre, co zaskoczyło nawet mnie.

Jakiego używam sprzętu?
(Był składany pod kątem kompatybilności z Linuksem)
Hewlett Packard 781 Tower
Nvidia Geforce fx 5200 (128 MB)
Conceptronic Wireless Atheros AR5212 (działa z ath_pci i ath5k)
Athlon Xp 2000 (1.6 GHz)
512Mb Ram


Test
Pobrałem płytę Live CD, zrobiłem test zgodności md5, wypaliłem w Gravemanie pod Arch Linux z prędkością 4x na krążku Verbatim 700MB CD-R (przyp. red. co za dokładność ;).

Zrestartowałem komputer z krążkiem Xubuntu w napędzie CD i czekałem na standardowe kroki:
- uruchom z Live CD,
- bezpośrednia instalacja,
i tak dalej.

Ok, uruchamianie z pyłyty Live CD nie było zbyt szybkie, ale do zaakceptowania. Nowe okno logowania jest bardziej wygładzone i bardziej mi się podoba. We wszystkich dystrybucjach, jakie testowałem (oprócz Mandrivy 2009) bez instalacji sterowników, obraz na ekranie był przesunięty o około centymetr od prawej krawędzi. Działało zawsze ze sterownikiem "nv", jednak oczywiście Ubuntu jest wolne od sterowników własnościowych i trzeba je wgrywać ręcznie. Mam nadzieję, że Canonical i twórcy Ubuntu zmienią to w przyszłości.

Przegląd innych moich testów Xubuntu:
Sieć:
Mam do dyspozycji tylko bezprzewodową sieć, działa lepiej! By połączyć się z siecią nie musiałem już instalować czegokolwiek. Kliknąłem tylko w aplet Network Managera i zobaczyłem listę dostępnych sieci. Wybrałem moją sieć Wi-Fi i wpisałem mój klucz WEP.
Bang! I mamy dostęp do sieci.

Instalacja
:
Więc, jak zwykle, kliknąłem w ikonę 'Instaluj' i moim oczom ukazał się instalator Ubiquity. Muszę przyznać, że nie lubię Ubiquity. Ten instalator jest bardzo wolny. (Rozpoczęcie instalacji zajęło mu ponad pół godziny!) Tak czy siak, wybrałem język instalacji, a potem uruchomiło się narzędzie partycjonowania dysków. Co to jest? - zapytałem siebie. Wyglądało bardzo ładnie.

Chcecie trochę screenów? Jasne, oczywiście, że chcecie ;-)





Żeby być szczerym, instalowałem system na wcześniej przygotowanej partycji, ale nowy wygląd GParted jest taki słodki, że musiałem zrobić kilka screenów.

Ok, więc wybrałem partycję, przebrnąłem przez resztę kroków i rozpoczęła się instalacja. Była ona niestety wolna, ale tak jak to skomentowałem podczas mojego testu Mandrivy: Nie obchodzi mnie jak długo działał instalator, byleby porządnie wykonał swoją pracę.

Więc pierwsze uruchomienie, tak jak pisałem wcześniej, brak wsparcia dla Nvidii, pfft! Na szczęście sieć została wykryta, więc zaraz po zalogowaniu pobrałem wszystkie uaktualnienia.

Podsumowanie

Bardzo dobrze, jestem zadowolony. Nie jestem pewien, patrząc na wskazania parametrów komputera, czy Xubuntu rzeczywiście da się uruchomić przy 128 MB pamięci RAM, ale na szczęście u mnie działa bardzo dobrze.

Wygląd systemu jest bardzo dobry i dopracowany. Większość urządzeń, które posiadam, działa out-of-box, więc jestem pod wrażeniem.

Bardzo gorąco polecam Xubuntu 8.10 Intrepid Ibex początkującym użytkownikom jak i tym bardziej doświadczonym. Równocześnie muszę się przyznać, że nadpisałem partycję na której znajdowała się Mandriva, ooops! Przepraszam, Mandrivo, KDE to nie moje klimaty, ja potrzebuję prędkości.


tłumaczenie za zgodą autora z: http://the.linux-hardcore.com/


Popularne posty

Etykiety