Bądź: Wyszukaj na stronie z użyciem Google
reklama:

poniedziałek, 15 grudnia 2008

Songbird 1.0 - wygodny elegancki i funkcjonalny odtwarzacz audio

Autor: , 09:00, poniedziałek, 15 grudnia 2008


Odtwarzaczy audio dla Linuksa jest dość dużo. Każdy z nich posiada swoją własną specyfikę i unikatowe możliwości. Jednym z ciekawszych odtwarzaczy, któremu przyglądam się już od dość dawna, jest Songbird, którego twórcy na równi z funkcjonalnością traktują wygląd aplikacji.

Jeśli chodzi o sam wygląd, to trudno nie dostrzec inspiracji wyglądem tworzonego przez Apple iTunes. Niektóre elementy takie jak przyciski sterowania zostały niemal skopiowane. Wygląda na to, że jest on właśnie stylizowany na multiplatformowy odpowiednik iTunes.

Songbird jest zbudowany na silniku stworzonym przez Mozilla Foundation - XULRunner, co pozwala na uruchamianie programu w wersjach dla zróżnicowanych środowisk graficznych. W związku z tym, że 3 grudnia wydano wersję stabilną oznaczoną numerem 1.0, chciałbym się bliżej przyjrzeć tej aplikacji.

Na początek muszę wspomnieć o olbrzymim postępie, jaki został dokonany przez kilka ostatnich wersji. Teraz nie ma już problemów z błędnym wyświetlaniem niektórych elementów czy nachodzeniem na siebie paneli.

Tuż po instalacji, podczas pierwszego uruchomienia programu, da się zauważyć czynność wykonywaną przez instalator: "Downloading: Polski". Cieszy zatem fakt, że cały interfejs aplikacji jest spolszczony.

Następne kroki wykonywane po uruchomieniu programu to wybranie katalogu z naszą muzyką i ewentualny import konfiguracji z iTunes (tylko pod Windows), jak też dobór wtyczek.

Po tych operacjach zostaje wreszcie uruchomiony Songbird, który po zaimportowaniu plików jest już gotowy do pracy. W związku z tym, że program jest stworzony na silniku przeglądarki, niektóre opcje konfiguracyjne mogą dziwić. Mamy na przykład możliwość ustalenia, jak długo program ma zapamiętywać historię odwiedzanych stron. Nie sądzę jednak, by w tych czasach ktoś chciał przeglądać internet za pomocą programu do zarządzania muzyką.

Jak wspominają sami twórcy, jednym z priorytetów rozwoju programu jest umożliwienie łatwego dodawania nowych funkcji do programu poprzez nowe wtyczki. Podobnie jak to ma miejsce w Firefoksie, już teraz dostępnych jest wiele rozszerzeń takich jak obsługa iPodów, odczyt informacji o utworze z Wikipedii, scrobbowanie utworów do Last.fm i wiele innych. Mamy również możliwość zmiany wyglądu programu, który składa się jak na aplikację opartą o silnik przeglądarki ze stylów CSS i grafik podobnie jak na stronach internetowych.

Kolejnym ciekawym rozwiązaniem znanym dobrze z innych aplikacji tego typu jest tryb "mini", dzięki któremu można zaoszczędzić sporo miejsca na ekranie i wyświetlać aktualne informacje o odtwarzanym utworze.

Podsumowując, Songbird jest obecnie jedną z ciekawszych aplikacji na
Linuksa do katalogowania i odtwarzania muzyki. Mimo niedawnej premiery nowego Amaroka w całości przepisanego na Qt4 wciąż bardzo dobrze się prezentuje. Dodatkową zaletą jest też możliwość uruchamiania programu na wszystkich najpopularniejszych platformach, co może wielu osobom ułatwić nieco migrację na Linuksa.

Tagi: ,

Komentarze 18 comments
Anonimowy pisze...

"...wciąż bardzo się prezentuje."
Brakuje "dobrze"?

Anonimowy pisze...

jednak nadal wole Banshee!

kuruni pisze...

"Nie sądzę jednak by w tych czasach chciał przeglądać internet za pomocą programu do zarządzania muzyką."

I tutaj się mylisz. Wyjątkową cechą Songbirda, którą zupełnie pominąłeś, jest przeglądanie internetu pod kątem muzyki.

Dzięki temu programowi mogę bez trudu odtwarzać nie tylko muzykę z lokalnego dysku, ale też utwory zamieszczone w internecie.

Wchodzę na przykład na stronę internetową, dajmy na to Hype Machine, a Songbird automatycznie wyświetla mi listę zamieszczonych tam utworów. Mogę je dowolnie odtwarzać, a gdy któryś mi się spodoba, jednym kliknięciem myszki przenieść do swojego lokalnego zbioru. Mogę od razu poszukać informacji o wykonawcy czy znaleźć inne jego piosenki.

W tym właśnie tkwi wyjątkowość Songbirda. Nie służy on tylko do odtwarzania, ale i do odkrywania muzyki.

Mam nadzieję, że nie brzmi to jak nachalna reklama. Po prostu bardzo podoba mi się koncepcja Songbirda :)

Anonimowy pisze...

Może i elegancki i estetyczny ale pamięć żre jak chińskie dziecko ryż , nie polecam , zdecydowanie przereklamowany

Anonimowy pisze...

A mnie tam zainteresował ten program, dzięki ;)

shai pisze...

Songbirdowi brakuje przede wszystkim jakiejkolwiek kontroli nad jakością dźwięku w postaci choćby najprostszego equalizera.

Poza tym, mi akurat bardziej pasuje audacious

Anonimowy pisze...

"co może wielu osobą"

chyba raczej osobom ;)

Xoy pisze...

Witam,
Jedna z niewielu rzeczy, za ktorymi tesknie na linuxie jest wlasnie dobry odtwarzacz muzyczny - alternatywa dla foobara2000'a na m$...
poza jednym,tj. Amarok (1.4), bo 2.0 ze wzgledu na bardzo niewielkie (prawie zadne) mozliwosci konfigurowania playlisty odpada. Rhythmbox i cala reszta maja zdecydowanie zbyt kiepska estetyke.

Co do Songbirda... swietna estetyka, pare dodatkow (mam nadzieje, ze w przyszlosci bedzie ich wiecej i beda czesciej aktualizowane) typu divided tag cloud moga stanowic przyslowiowy 'jezyczek u wagi'

Ale:
1. nie odtwarza formatu *.mpc; (a moze i odtwarza, nie znalazlem odpowiedniego rozszerzenia)
2. nie mozna wrzucic do tray'a
3. nie rozpoznaje albumow stagowanych jako 'various artist', co tez jest bardzo nieladna cecha.

Jezeli zostana zaimplementowane powyzsze funkcje, wtedy z checia rozstane sie z amarokiem, z ktorego akutalnie korzystam z braku lepszej alternatywy.

Pozdrawiam,
Xoy

Anonimowy pisze...

Wszystkie te graficzne playery na linuksa to sie na smar nadają, do tego stopnia mnie **** że wybrałem MOC i dylemat z głowy.

Martin pisze...

świetna sprawa coś takiego dawno szukałem pod LINUXa.

Teraz tylko niech dopieszczają zabawkę.uroi

Anonimowy pisze...

wole BMP w 8.10 wszystko gra :)

Kaspar pisze...

testowałem kilka linuxowych odtwarzaczy muzyki, ale zaden mi nie podszedł, zwłaszcza jeśli chodzi o brak wyboru folderów do słuchania, co utrudnia słuchanie V/A... zainstalowałem ukochanego foobara i śmiga b. ładnie :)

bagley pisze...

Songbird funkcjonalnoscia przypomina Winampa, jakby jeszcze mial visualizacje milkddrop ;).
Moze dla odmiany Listen Player ( http://www.listen-project.org ). Podobno przerobka Amaroka z KDE.
LastFM, podcast, wiki, texty piosenek itd. Jak narazie jedyny player, ktory spelnia moje oczekiwania pod Gnomem, polecam.

Anonimowy pisze...

@bagley: wogule sie pokusiles o przetestowanie? Sombird ma jeszcze daleko do Wimanpa i raczeni nie chce sie do niego upodobnic tylko do iTunesa.

co do jego zzeranai zasobow to fakt byl cieski troche w wersji 1.0 ale juz to poprawili i teaz w wersji 1.1.2 lekko smiga nawet na slabszych kompac 1 rdzeniowych. urzywam go, fajny jest i fjanie ze jest tez pod linuxa

Anonimowy pisze...

a jak go zainstalować ??? Sciagnąłem plik tar.gz.... i nie wiem co dalej :-P

Anonimowy pisze...

Jeśli masz repozytorium ppa.launchpad.net to z synaptica powinno dać rade.

Kuruni pisze...

Ściągnij plik .deb z tej strony:
http://www.getdeb.net/release.php?id=4214
Potem dwukrotne kliknij, wybierz przycisk "instaluj", wpisz hasło i dalej pójdzie samo. Songbirda znajdziesz w Programy-> Dźwięk i obraz.

Inny sposób, o którym wspomniano wyżej to dodanie repozytorium z Songbirdem -> https://launchpad.net/~fta/+archive/ppa. Jak to zrobić? Patrz: http://www.ubucentrum.net/2009/02/dodawanie-nowych-repozytoriow-w-ubuntu.html

Hunab.cu pisze...

Mi Amarok 2 zupełnie się nie spodobał... odebrał część funkcjonalności Amaroka 1.4, i moim zdaniem popsuł interfejs.

Właśnie instaluję Songbirda i czuję, że się nie zawiodę...

Prześlij komentarz


Popularne posty

Etykiety