Bądź: Wyszukaj na stronie z użyciem Google
reklama:

środa, 20 maja 2009

Lekki odtwarzacz audio dla Linuksa - Guayadeque Player

Autor: , 18:54, środa, 20 maja 2009


Guayadeque to kolejny odtwarzacz audio, który postanowiłem wrzucić na warsztat. Jak na ironię tym, co najbardziej mi w nim przeszkadza jest nazwa, którą przyznacie, że nie prosto jest sobie przyswoić. Narzędzie to cechuje się ponadto dużą lekkością i prostotą obsługi, która, jak przeczytacie w dalszej części wpisu, nie zawsze się udziela.

Pobieranie i instalacja

Paczka najnowszej wersji programu jest dostępna na stronie SourceForge.net, zatem na każdej nowszej wersji Ubuntu powinna działać bez zarzutu. Dla innych dystrybucji istnieje możliwość własnoręcznej kompilacji.

Użytkowanie

Ostatnio sprawdzam różne odtwarzacze multimedialne, głównie ze względu na to, że dotychczas używany przeze mnie Rhythmbox nie działa tak szybko, jakbym tego chciał. Kreowany na bardzo lekki Guayadeque Player wydawał się zatem bardzo ciekawą alternatywą.

Po instalacji program nie przywitał mnie jednak żadnym kreatorem dodawania muzyki, zatem zwyczajnie chciałem przeciągnąć na jego okno folder z muzyką. Tutaj niestety spotkało mnie pierwsze rozczarowanie, gdyż aplikacja zupełnie nic sobie z takich prób nie robiła, odrzucając wszystkie przeciągnięte dane. Skoro nie tak, to inaczej - pomyślałem. W menu programu również nie znalazłem nic na temat dodawania plików, zatem przeszedłem do ustawień. Tam nareszcie znalazłem ustawienia folderów, z których program ma czerpać pliki.

Foldery dodane, nic się nie dzieje. Powoli zaczynam tracić cierpliwość na tak banalną, zdawałoby się, czynność, kt
óra zajęła parę minut. W menu na szczęście szybko odnajduję opcję odświeżenia biblioteki, która... nie działa. Kilka razy naiwnie wybrałem ponownie te funkcję bez rezultatu. Na szczęście po ponownym uruchomieniu programu nagle ożyła, a ja wreszcie uzyskałem dostęp do swojej muzyki.

Wsparcie dla usług internetowych

W programie dumnie widnieją zakładki takie jak Radio czy Last.fm. O ile nie słucham zbyt wiele żadnego radia internetowego, to lubię, jak moje utwory scrobbują się na Last.fm, zatem pośpiesznie przeszedłem do nowej zakładki.

Tutaj już na szczęście bez żadnych problemów bardzo przyzwoicie wygenerowana lista podobnych do odtwarzanego artystów, uwzględniająca nawet procentowy stosunek liczby odtworzeń. Po kliknięciu na wybrany, zostajemy przeniesieni na stronę internetową w serwisie Last.fm zawierającą szczegółowe informacje o danym artyście.

Dobre wrażenie jednak szybko zniknęło po przejściu do zakładki Radio. Po lewej stronie dostępne są wszystkie popularne gatunki, wydawać by się zatem mogło, że wystarczy kliknąć, by zobaczyć listę dostępnych stacji. Tutaj raczej dość spore zdziwienie, bo po kliknięciu na dany gatunek zupełnie nic się nie dzieje. Szybko jednak w prawym menu znalazłem i wykonałem funkcję ich pobrania. Jakość radia jest bardzo dobra, jednak, jak wcześniej pisałem, wolę odtwarzać muzykę z dysku lokalnego, więc powróciłem do tej opcji.

Dodatkowe funkcje i szybkość

Bardzo przydatną funkcją, przynajmniej w moim przypadku, jest łatwa możliwość wyświetlania tekstów aktualnie odtwarzanego utworu. Po przyjrzeniu się bliżej opcjom można też połączyć odtwarzacz z serwisem Last.fm, gdzie będą wysyłane informacje o odtwarzanych utworach. Podsumowując, funkcjonalność zupełnie dla mnie wystarczająca.

Ostatni parametr, który był właściwie kluczowym to wydajność. To trochę denerwujące, jak na dość szybkim sprzęcie przewijanie playlisty bardzo się przycina. Tutaj na szczęście nie możemy czegoś takiego zaobserwować. Mamy za to bardzo szybką wyszukiwarkę i system filtracji wyników listy odtwarzania, który pozwala łatwiej znaleźć wybrany utwór. Dwoma kliknięciami można też dodać ulubioną piosenkę do listy odtwarzania, co bardzo pozytywnie wpływa na wygodę.

Podsumowując, Guayadeque Player działa bardzo szybko, jest dość wygodny i gdyby nie kilka problemów z prostotą interfejsu, mógłby z pewnością kandydować do miana jednego z najlepszych odtwarzaczy audio dla Linuksa.
Komentarze 24 comments
Asgard pisze...

Przed chwilą zainstalowałem i jestem pod wrażeniem szybkości działania i responsywności. Jak na program w fazie beta to działa na piątkę z minusenm. Szóstki nie dam, bo teksty wykorzystywana przez program baza tekstów piosenek nie jest aż tak obszerna jak ta pod używanym przeze mnie do tej pory BMPX'em. Drugi mankament to to, że nie widzi okładek albumów na stałe "wtopionych" w strukturę pliku mp3 (a BMPX widzi; "wtapiam" je sobie potokowo w pliki mp3 przy pomocy EasyTAG'a). Szkoda, że nie dodali funkcji ręcznego wskazania coveru z pliku jpg. Działa natomiast świetnie pobieranie coverów z baz danych.

Podsumowując: Lekki, szybki, intuicyjny, podobny do BMPX'a, a nawet nieco od niego lepszy (BMPX'owi też nie dałbym szóstki, bo też nie jest idealny). Przetestowałem kilkanaście tego typu programów i Guayadeque Player mimo wkurzającego nie zasysania wtopionych w pliki coverów jest w mojej ocenie najlepszy z dotąd przeze mnie testowanych i używanych (najmniej zasobożerny przy niemal idealnej funkcjonalności). Właśnie się na niego przesiadłem :)

Anonimowy pisze...

A jaki polecasz pod Gnoma odtwarzacz? Bo Exaile mi się dziwnie zaczął zamulać i tylko się na niego wkurzam, a nie mogę znaleźć godnej alternatywy. Tylko proszę bez programów dla Kde.

Adrian Nowak pisze...

No ten jest właśnie dla Gnome.

Śmigło pisze...

Lub Banshee

Anonimowy pisze...

ja faworyzuje klony winampa xmms, audacious, amarok niestety mi sie przycina...

Anonimowy pisze...

hmm ja używam QuodLibet 2.0 :)

Asgard pisze...

Tu trzeba rozróżniać między prostymi ultraszybkimi odtwarzaczami typu XMSS, QuodLibet, RealPlayer (linuksowy bazuje nma Helixie, więc też go do ultralekkich zaliczam) itp. a "szafami grającymi" bazującymi nie tyle na fizycznych nazwach plików muzycznych, ale w pełni zorientowanych na filozofii "tagowej" (są w pełni funkcjonalne, jeśli prawidłowo otagujesz pliki; ba, BMPX to wręcz wyświetla puste pola-linie, jeśli pliki w jego bibliotece muzycznej nie są profesjonalnie otagowane). I te pierwsze, i te drugie grają, ale "szafy grające" są jednocześnie bazami danych (podobnego softu używa się w rozgłośniach radiowych) wraz z prezentacją tekstów piosenek, okładek albumów, możliwością sortowania/wyszukiwania wg. roku wydania płyty, wykonawcy, typu muzyki itp. Przy potężnych zbiorach muzyki aż się prosi zatem, aby skorzystać z "szafy grającej" typu Rhythmbox, BMPX, Guayadeque Player czy ewentualnie Exaile. Przy mniejszych zbiorach i na słabszych maszynach bardziej wypada posłużyć się lekkimi programami. Na moim kompie do szybkiego otwarcia np. mp3 skojarzyłem sobie najpopularniejsze pliki muzyczne z RealPlayerem (błyskawicznie się odpala, wyświetla bitrate i w razie czego obsługuje playlisy). Do "koneserowania" swoich zbiorów zripowanych płyt CD wolę natomiast BMPX'a, a od dzisiaj Guayadeque Player'a. Wszystko kwestia gustu, przyzwyczajeń, potrzeb, wielkości zbiorów i możliwości maszyny.

A swoją drogą - QuodLibet to chyba najlżejszy graficzny odtwarzacz dla Linuksa; już chyba tylko konsolowe mogą być szybsze/lżejsze. No i fajnie, że w GNOME wystarczy najechać myszką na plik muzyczny, żeby włączyć podgląd bez potrzeby otwierania pliku (to też działa super szybko). Pod mikrościerwem zdaje się nie ma takich możliwości (ale może się mylę; już od lat siedzę na *nixach).

Anonimowy pisze...

a ja polecam songbird ;)

Enlik pisze...

Ja zachecam do zapoznania sie z programem Googles Music Manager (strona domowa: http://code.google.com/p/gogglesmm/).
Jest to lekki program, nie uzywa Gtk+ ani Qt, za to wykorzystuje FOX.
"Manager" w nazwie jest troche mylacy, bo nie tylko zarzadza kolekcja muzyki (np. obsluguje tagi), ale tez - no - odtwarza.

toxic avenger pisze...

u mnie ssie...
nie radzi sobie do końca z 300GB trzymiesięczną kolekcją :)

ale gdyby się rozwinął w kierunku mozliwości modyfilacji interfejsu to może kiedys stanie się godnym "zamiennikiem foobara"

Asgard pisze...

@Enlik

dzięki za cynk o Googles Music Manager - już zapomniałem, że jest coś tak szybkiego i lekkiego jak FOX; szczena mi opadła ze zdumienia; jakby ktoś chciał paczkę deb: http://apt.progchild.de/pool/main/m/musicmanager/musicmanager_0.9.18-2_i386.deb (dokopałem się do tego linku na Wiki twórców tego programu)

Grakaj pisze...

Buuu.... Nie ma paczki Guayadeque na AMD64 :(

marines pisze...

to wygląda jak żywy Listen :)

pham pisze...

programy programami, każdy sam sobie testuje o ile ma dostatecznie woli w sobie, ale inna rzecz mnie zainteresowała, Adrianie...

jaki jest Twój nick na laście? ;>

Anonimowy pisze...

Spróbujcie MPD + Sonata działa przepięknie troche dłużej trzeba przysiedzieć przy konfiguracji, ale odwdzięcza się piękym graniem i 'zerowym' zużyciem zasobów. Pozdrawiam. Arch górą :P

Anonimowy pisze...

Anonimowy(o MPD): A tam dłużej. Ot zmodyfikować konfiga na bazie domyślnego przykładu i chodzi (5 minut roboty). A plus taki że nawet jak akurat nie mamy x-ów albo mamy ale zepsuliśmy to muzyki posłuchać można... ;)
Z klientów sonata albo ncmpc...

dodatkowo łatwo możemy dodać subskrypcję do lastfm. a wszystko prawie wcale nie obciąża procesora...

Pozdrawiam
Gustlik

Adrian Nowak pisze...

@pham Na last.fm mam nick Adrianot

Anonimowy pisze...

No dobra a teraz powiedzcie jak to wspaniałe dziadostwo bez equalizera i z godzinnym ładowaniem mediów do biblioteki odinstalować ??

Anonimowy pisze...

Jeden z ciekawszych tematów ostatnio z uwagi na pouczające komentarze.

Anonimowy pisze...

Ciekawe!
Prosiłbym więcej wpisów na temat odtwarzaczy audio :)

Adrian Nowak pisze...

Jeszcze sporo ciekawych zostało do opisania :)

Anonimowy pisze...

Nie potrafi obsługiwać cyrylicy, wielki minus ;/

Wojciech.Mysliwiec pisze...

Mimo wielu prób i podejść nie udało mi sie znaleźć przyzwoitego odtwarzacza w stylu winampa. Przynajmniej zaden tak nie moze byc nazwany po przyzwyczajeniu sie do Aimp`a. 'szafy grajace' nijak nie radza sobie z kolekcjami innymi niz pelne albumy czy skladanki, skutecznie dziesiątkujac biblioteke i robi sie balagan. Do tego przyzwoity tagger mp3tag tez jest pod windowsa. Wspomnany Exaile czy Banshee po dluzszym uzytkowaniu zjada >300MB ram co przekresla wg mnie odtwarzacz. Audacious jest toporny i przy wiekszych playlistach sie dlawi zjadajac ogromne ilosci ramu. XMSS wieje starocia i funkcjonalnosci w nim brak.
Konkluzja jest taka, ze playery pod pingwina dalej kuleja i nie ma odpowiednika z prawdziwego zdarzenia ktory moglby dorownac aimp`owi (pod wine srednio dziala, ale i tak lepiej niz cokolwiek natywnego). Kolejny przyklad mnogosci rozwiazan, ale brak jakiegokolwiek sensownego.

Anonimowy pisze...

zapomnieliscie o Amarok ... best player

Prześlij komentarz


Popularne posty

Etykiety