Bądź: Wyszukaj na stronie z użyciem Google
reklama:

piątek, 31 lipca 2009

Ubuntu One - przegląd i moje uwagi

Autor: , 10:09, piątek, 31 lipca 2009


O UbuntuOne głośno było już jakiś czas temu, gdy wprowadzano tę usługę. Najprościej mówiąc, ma to być przedsmak tego, co oferował będzie Cloud Computing.

Postanowiłem sprawdzić jak to wygląda na obecnym etapie, gdyż teraz po założeniu konta, każdy może przetestować UbuntuOne własnoręcznie.

Na początek przechodzimy zatem na stronę ubuntuone.com, gdzie prosto możemy sobie stworzyć nowy profil, bądź zalogować się na istniejący już połączony z LaunchPad.net. Po tym jesteśmy kierowani na stronę w której bardzo "łopatologicznie" wyjaśniono poszczególne kroki instalacji.

Gdy program się wgra, nie musimy nawet restartować Gnome jak to ma miejsce w przypadku Dropboksa, lecz możemy od razu przejść do wysyłania plików. Całość została podzielona na dwa foldery z których w jednym trzymamy zwyczajne pliki i dokumenty, natomiast w drugim te, które chcemy udostępniać innym.

Zacząłem od wstawiania prywatnych plików: wrzuciłem kilka zdjęć, trochę muzyki i dokumenty. Wszystko w nadziei, że webowy interfejs, z którego przecież także można dostać się do UbuntuOne pozwoli na wygodne przeglądanie tych danych. Niestety nieco się zawiodłem.

Na chwilę obecną, z poziomu przeglądarki naprawdę niewiele zrobimy. Wygodne wydaje się właściwie wyłącznie wysyłanie nowych plików, które możemy wstawiać poprzez przeciągnięcie na środkowy obszar. Jeśli chodzi natomiast o przeglądanie, ogranicza się ono niestety do wyświetlania listy plików i ich ewentualnego pobierania.

Naprawdę jest to wielka szkoda, gdyż zupełnie inaczej wyobrażałem sobie działanie czegoś co ma się legitymować w przyszłości mianem Cloud Computing. Oczywiście nie jest wykluczone, że takie funkcje się pojawią, jednak biorąc pod uwagę, że wcale nie trudno byłoby takie coś zaimplementować, dziwi mnie, że deweloperzy nadal z tym zwlekają.

Kolejnym folderem o którym wspomniałem wcześniej jest 'Shared With Me', no niestety tak się składa, że nikt się ze mną niczym nie podzielił i folder ten jest pusty, nie mogę w nim też dodawać żadnych plików.

Podsumowując, UbuntuOne wypada bardzo ubogo w stosunku na przykład do konkurencyjnego Dropboksa z którego korzystam na co dzień. Póki co, zdecydowanie nie posiada większej funkcjonalności a jedynie domyślna obecność w Ubuntu może mu zagwarantować przewagę. Przed deweloperami jeszcze bardzo daleka droga aby narzędzie to rzeczywiście stało się tym co zapowiadano na początku.
Komentarze 14 comments
panjandrum pisze...

Czyli na razie Dropboxowi nie dorasta do pięt.

elkanguro pisze...

"Nie od razu Rzym zbudowano". Myślę, że kluczową sprawą na powodzenie tego będzie jego domyślne egzystowanie w systemie tuż po instalacji.

mst pisze...

Niby tak ale + dropboxa jest to, że można go również na windzie zainstalować bo przecież często w pracy okazuje się, że jesteśmy na nią skazani.

Gatto pisze...

@mst, tak w pracy pozwolą każdemu zaisntalować dropboxa...

Łukasz pisze...

W punkcie 4 konfiguracji nie moge dodać komputera "web page will launch after clicking Ubuntu One in the previous step" -- nic takiego się nie dzieje :/

mst pisze...

@Gatto no nie każdemu ale nie każdy też musi być urzędnikiem państwowym.

EuGene Wolfe pisze...

Zainstalowałem UbuntuOne z ciekawości. I jak szybko to zrobiłem, tak szybko odinstalowałem. Oprócz kwestii tragicznego interface'u, nie widzę sensu w przechowywaniu swoich danych na zewnętrznym serwerze, uzależniając się jednocześnie od dostępu do sieci (z którym jak wiadomo bywa u nas różnie). Prędkość połączenia z netem też jest ostrym ograniczeniem w codziennym stosowaniu. Pomijam już fakt przełamania oporu przed myślą, że gdzieś, ktoś (jakiś admin) może mieć oprócz mnie do nich dostęp.
Przy dzisiejszych pojemnościach dysków twardych jest sens gdzieś to wysyłać?

ups5 pisze...

Gatto, jest jeszcze wersja Dropbox-portabele

QkiZ pisze...

Również testowałem Ubuntu One i stwierdzam, że nie jest taki zły. Przez interfejs www oprócz wyświetlenia listy plików można robić to samo co w menadżerze plików. Program do integracji z gnomem zadziałał bez zarzutu. Ale po za testowaniem, nie wykorzystuje tego w ogóle.

KirkoR pisze...

A ja go używałem przez kilka dni i usunąłem. Dlaczego? Wykorzystywałem go do backupowania plików konfiguracyjnych ze swojego profilu. Niestety co chwilę pojawiały się konflikty w wersjach i programy przestawały działać. Jak dla mnie program na razie nie do użytku, może później będzie lepiej...

pham pisze...

a jak usunąć? ;>

Anonimowy pisze...

>uzależniając się jednocześnie od dostępu do sieci (z którym jak
>wiadomo bywa u nas różnie). Prędkość połączenia z netem też
>jest ostrym ograniczeniem w codziennym stosowaniu.

nie wszyscy mieszkają w Polsce

>Pomijam już fakt przełamania oporu przed myślą, że gdzieś, ktoś
>(jakiś admin) może mieć oprócz mnie do nich dostęp.

gdzieś ktoś ma już dostęp do logów z tego co szukasz i ściągasz z sieci, do twoich mejli i konta. A w pewnym banku to nie tylko ktoś ale i ochroniarze oraz ich laski. Jak czytasz prasę wiesz o czym piszę.Twoja obecna prywatność to iluzja.

>Przy dzisiejszych pojemnościach dysków twardych jest sens
>gdzieś to wysyłać?

Nie chodzi o pojemność dysku. Chodzi o dostęp do Twoich danych z skądkolwiek (komóra, lapek, terminal w toy toyu i co tam jeszcze wymyślą) i o ich bezpieczeństwo. Dysk w domu nie jest bezpieczny: awarie, włamy do mieszkania itp.

anhydryt pisze...

Dobra, cwaniaki:)

Jak dodać maszynę? Bo u mnie sytuacja jak u Łukasza- nic się nie dzieje.

Anonimowy pisze...

A ja używam i sobie chwalę. Nie tyle do przesyłania plików co synchronizacji notatek Tomboy i kontaktów z Evolution (często robotę zabieram do domu). Jest to dosyć wygodne, zwłaszcza, że nie trawię interfejsu służbowej poczty na WWW a i w domu i w pracy siedzę na Ubuntu.

Prześlij komentarz


Popularne posty

Etykiety