Bądź: Wyszukaj na stronie z użyciem Google
reklama:

niedziela, 10 października 2010

Finalne Ubuntu 10.10 już dziś!

Autor: , 00:01, niedziela, 10 października 2010


Dzięki pracy wielu setek osób nadchodzi kolejna wersja Ubuntu
Ubuntu 10.10 w odróżnieniu od swoich poprzedników ma swoją premierę dziesiątego dnia miesiąca, co sprawia, że przez wielu zwane jest wydaniem trzech dziesiątek. Pierwsza po 10.04 LTS wersja nie zawiera rewolucyjnych nowości, jednak znajdziemy w niej wiele przyjemnych aktualizacji.

Aktualizacje w motywie

Ustawienia Rhythmboksa z nowym motywem GTK+ 
W pierwszej kolejności wita nas zaktualizowany motyw Ambiance, który rzutem na taśmę dodano do poprzedniej wersji. Lifting jest bardzo widoczny i bezsprzecznie jest to najlepiej wyglądająca edycja Ubuntu jaka do tej pory powstała.

Kolejną nowością jest czcionka, której poświęcono bardzo wiele pracy. Przygotowywano ją już od dłuższego czasu i trzeba przyznać, że efekty są imponujące. Mark Shuttleworth tak wspomina to na swoim blogu:

Marcus i Ivanka z zespołu Canonical Design usiedli ze mną do krótkiej rozmowy kilka miesięcy temu. "Myślisz, że potrzebujesz logo, ale tym czego naprawdę chcesz jest nowa czcionka. To ona wyznacza standardy profesjonalnego designu (...)"

Choć całość była dostępna do pobrania już od dłuższego czasu, nawet wydanie RC nie zawierało domyślnie nowego fontu. Taka ostrożność bardzo dziwi, biorąc pod uwagę, że w wersji LTS niemal na siłę upchnięto kompletnie nowy motyw.

Btrfs ciągle nie dla Ubuntu

Seagate Barracuda, Fot: Andres Rueda
Jedną z licznych zalet Btrfs jest bezpieczeństwo zapewniane przez szereg funkcji, między innymi automatyczne tworzenie sum kontrolnych danych i metadanych, które podczas korzystania z macierzy mogą być automatycznie naprawiane.

Inną ważną funkcją tego systemu plików jest copy on write. Najprościej mówiąc, podczas zapisywania zmian w pliku, czy kopiowania struktur danych, zmiany w metadanych są aktualizowane dopiero po poprawnym zakończeniu tej operacji. Chroni to przed uszkodzeniem danych w sytuacji przerwania zapisu i umożliwia dotarcie do plików sprzed awarii.

Poza bezpieczeństwem, btrfs to także wygoda, gdyż bez problemu można skalować wielkość systemu plików nawet podczas pracy. Technologicznie obsługuje on także kompresję w locie podczas zapisu na dysku a wkrótce także szyfrowanie.

Jakiś czas temu Colin Watson z Canonical zapowiadzał, że nowe rozwiązanie zostało już częściowo wdrożone w Ubuntu 10.10 Maverick Meerkat. Do współpracy z Btrfs udało się już przystosować między innymi bootloader Grub2, jednak w związku z natłokiem zadań przed premierą wersji 10.10, prace zostały odsunięte i tym razem całość ma być gotowa do czasu wydania Ubuntu 11.04.

Centrum oprogramowania wkrótce zacznie sprzedawać

Centrum oprogramowania z chmurami w tle
Sklep z aplikacjami przynosi od jakiegoś czasu ogromne zyski Apple, dlatego Canonical z nadziejami spogląda na swoje analogiczne rozwiązanie.

Jak łatwo sobie wyobrazić, sprzedawanie aplikacji z poziomu narzędzia w systemie operacyjnym jest bardzo skomplikowanym procesem, dlatego twórcy Ubuntu pracują nad nim już wiele miesięcy.

Ostatnio testowo pojawiła się w Centrum oprogramowania możliwość zakupu odtwarzacza multimedialnego, jednak według zapowiedzi, ostatecznie sklep ma się skupić na niewielkich i tanich narzędziach, które uprzyjemniają codzienne korzystanie z komputera.

Z nowym narzędziem Canonical wiąże się jeszcze jedna istotna kwestia. W przyszłości ma ono zastąpić wszystkie graficzne nakładki na menedżera pakietów, w tym lubianego Synaptica. W niedawnej ankiecie czytelnicy UbuCentrum.net wskazali, że Synaptic zdecydowanie powinien pozostać w Ubuntu. Za takim wariantem głosowało aż 73.39% ankietowanych (866 głosów). Z kolei tylko 19.07% użytkowników, którzy wzięli udział w badaniu jest gotowa pozbyć się tego narzędzia (225 głosów).

Już teraz Centrum oprogramowania Ubuntu "wchłonęło" funkcje niewielkiej aplikacji GDebi, której zadaniem było instalowanie oprogramowania rozprowadzanego w postaci paczek Deb. Teraz tego typu pliki będą domyślnie otwierane przez sklep od Canonical.

Roszady w aplikacjach

Shotwell raczej nie zadowoli bardziej wymagających użytkowników
F-Spot, który miał cudownie przejąć funkcje korekty zdjęć z GIMP-a, nie pozostał w Ubuntu na długo. Na jego miejsce wskoczył Shotwell, którego zakres możliwości jest bardzo ubogi.

Shotwell potrafi jednak przyciąć zdjęcie, dopasować kolory, czy nawet usunąć czerwone oczy. Przy tym zajmuje bardzo niewiele, dlatego prawdopodobnie na jego następce będziemy musieli już poczekać znacznie dłużej.

Jedną z mniej istotnych, aczkolwiek wartych odnotowania zmian jest fakt, że z Ubuntu 10.10 zniknęło popularne Aptitude. Motywy takiej decyzji są oczywiste i zwyczajnie na płycie CD nie ma miejsca dla kilku narzędzi odpowiadających właściwie za to samo. Do dyspozycji użytkowników pozostaje na szczęście apt-get, z którego według ostatniej ankiety korzystało 61.33% Linuksiarzy.

Ubuntu Unity ciekawe, choć niezbyt szybkie

Ekran główny Ubuntu Unity z nowymi ikonami
Unity to pomysł Canonical na opanowanie rynku netbooków. Pomysł jest dobry, bo nawet największy fan Windowsa musi przyznać, że nie jest to system skrojony dla miniaturowych komputerów.

Samo GNOME także nie jest do tego celu idealne, więc z pomocą ma przyjść wygodny interfejs Unity z dużymi ikonami i paskiem z lewej strony (dla oszczędności miejsca).

Choć koncepcja jest bez zarzutu, do wykonania można mieć kilka uwag. Przede wszystkim graficzna biblioteka Clutter użyta do budowy ekranu głównego potrafi bardzo mocno obciążyć procesor. To z kolei oczywiście pociąga za sobą szereg nieprzyjemnych następstw, na czele z szybszym rozładowywaniem akumulatora i nagrzewaniem się sprzętu.

Choć pasek z lewej strony jest o wiele wygodniejszy niż standardowy panel GNOME, od perfekcji jest jeszcze daleki. Najbardziej irytujący jest fakt, że trudno w mgnieniu oka odróżnić skróty do działających programów od zwykłych aktywatorów.

Dotyk przyszłością Ubuntu

Dotykowe Ubuntu zapowiada się bardzo ciekawie
Jedną z ciekawszych koncepcji, którą zaprezentowano w trakcie tworzenia Ubuntu 10.10 jest wstęp do obsługi dotykowego interfejsu. Choć obecnie niewiele komputerów jest wyposażonych w takie urządzenie wejściowe, rozkwit rynku tabletów wskazuje jednoznacznie kierunek zainteresowań użytkowników.

Na razie Canonical zarzeka się, że nie pracuje nad Ubuntu skierowanym dla tabletów, jednak jest praktycznie pewne, że jeśli urządzenia tego typu osiągną realną popularność, Linuksy będą chętnie wykorzystywanym systemem na tego typu platformie. Na razie w Ubuntu 10.10 znalazł się jedynie silnik gestów dotykowych, który będzie podstawą do dalszego rozwoju tego typu rozwiązań.

Nowy instalator bardziej pomocny

Nowe funkcje instalatora Ubuntu 10.10
Jedną z ciekawszych nowości jakie zaproponowało tym razem Canonical jest inteligentniejszy instalator. Jest to jeden z kluczowych elementów systemu, gdyż to właśnie z nim jako pierwszym stykają się nowi użytkownicy Linuksa.

Od teraz, jeśli system wykryje połączenie z internetem, oprócz aktualizacji oraz spolszczenia, będzie można wgrać także własnościowe kodeki i wtyczki.

Niewielkie zmiany znalazły się także w dalszej części instalatora, która odpowiedzialna jest za partycjonowanie i podstawową konfigurację systemu. Na ogromny plus trzeba zaliczyć fakt, że obecnie nazwę użytkownika, dane dotyczące położenia i układu klawiatury można wprowadzać w trakcie instalacji systemu, a nie jak to miało miejsce do tej pory, jeszcze zanim się rozpoczęła.

Instalując system z Pendrive wciąż można jednak trafić na niemiłą niespodziankę. W moim przypadku "inteligentny" instalator postanowił wgrać program rozruchowy na dysku USB. W praktyce można to było uznać nawet za ciekawe zabezpieczenie (system nie startował bez włożonego Pendrive), jednak nie było to rozwiązanie najwygodniejsze.

Oczywiście obejście problemu sprowadzało się do uruchomienia zaawansowanego trybu podczas instalacji i wybrania odpowiedniego urządzenia do instalacji GRUB-a, jednak nie sądzę, żeby wpadli na to wszyscy, którzy przy próbie uruchomienia systemu widzą jedynie migający punkt.

Czego zabrakło?

Na ciekawe Windicatory przyjdzie nam jeszcze poczekać
Szeroko zakrojone projekty związane z Centrum oprogramowania oraz Unity, odsunęły na dalszy plan rozwój dodatków zwanych Window Indicators. Elementy dla których zrobiono miejsce już przy okazji wcześniejszego wydania systemu, wciąż pozostają w sferze projektów i planów.

Samo Ubuntu 10.10 można jednak na razie ocenić jedynie pozytywnie. Nie mieliśmy do czynienia tym razem z żadnym większym poruszeniem użytkowników (jak w przypadku przenoszenia przycisków w dekoracji okna), a całość wydaje się spokojną kontynuacją, przygotowanego wcześniej skrupulatnie planu.
blog comments powered by Disqus

Prześlij komentarz


Popularne posty

Etykiety