Bądź: Wyszukaj na stronie z użyciem Google
reklama:

sobota, 23 kwietnia 2011

Przegląd nowości w Ubuntu 11.04 i Unity

Autor: , 20:43, sobota, 23 kwietnia 2011


Pulpit Ubuntu 11.04 ze środowiskiem Unity. Fot: UbuCentrum.net
Canonical ostatnio potwierdziło datę premiery finalnego Ubuntu 11.04 na 28 kwietnia 2011 roku. Zobaczmy, co czeka nas po instalacji nowej wersji systemu.

Ubuntu 11.04 Beta 2 pojawiła się już jakiś czas temu, zatem niewiele się zastanawiając, postanowiłem sprawdzić, jak prezentuje się nowe wydanie. Wcześniej testowałem jedynie kilka wersji Daily Build, jednak wydajność Unity oraz jego stabilność naprawdę nie napawała mnie optymizmem.

UbuCentrum.net to blog głównie o Ubuntu, bo jest to jedna z najpopularniejszych dystrybucji na desktopy, jednak gdyby Canonical naprawdę spaprało to wydanie, nie wykluczałem nawet zmiany dystrybucji. Pełen tego typu myśli, wgrałem kilka dni temu drugą betę Ubuntu 11.04.

Instalator 

Instalator niewiele różnił się od tego znanego z wersji 10.10 i wciąż można było obserwować w nim kilka niedociągnięć. Na szczęście chodziło raczej o kwestię wizualną, a sam system zainstalował się sprawnie, razem z kodekami i innym oprogramowaniem pochodzącym z zewnętrznych źródeł, które Ubuntu pobrało automatycznie z internetu.

Pierwsze uruchomienie

Tutaj miałem największe obawy. Unity, które obecnie jest domyślnym pulpitem działa jako plugin Compiza, a z tym bywało na moim komputerze różnie. Wgrywałem nowe wydanie nie po to, by znów korzystać z dobrze znanych Paneli GNOME. Na szczęście Unity wystartowało bez problemów i od razu zaczęło pozytywnie zaskakiwać.

Przede wszystkim obawiałem się słabszej wydajności niż w przypadku standardowego GNOME. Właściwie nie mógłbym mieć nawet o to większych pretensji do Canonical. Strona sprzętowa cały czas się rozwija, a w sklepach maszyny oferują coraz większą moc obliczeniową - jest czymś normalnym, jeśli oprogramowanie lepiej takie zasoby wykorzystuje, dając w zamian ciekawsze efekty.

Ekran domowy Unity w Ubuntu 11.04.
Na szczęście tu trzeba pochwalić Canonical za pewną rozwagę, gdyż domyślnie uruchamia się Unity oferujące efekty na średnim poziomie. Opcjonalnie dzięki narzędziu do konfiguracji Compiza możemy włączyć na przykład rozmycie pod ekranem głównym, bądź zmienić animacje. Moim zdaniem bardzo dobrze wygląda teraz także przeźroczysty pasek (na pierwszym zrzucie ekranu).

Choć testowałem całość na wersji Beta, z niekrytym zdziwieniem muszę przyznać, że całość wydaje się bardziej dopracowana niż finalne wydanie Ubuntu 10.10. Po instalacji wszystko zaczęło po prostu działać, natomiast w przypadku wcześniejszego Ubuntu musiałem jeszcze nieco powalczyć ze spolszczeniem systemu oraz sterownikami do karty sieciowej.

Unity dobre czy złe?

Nie ma co ukrywać, że najwięcej obaw miałem w stosunku do pulpitu Unity. Można co prawda łatwo przełączyć się do Paneli GNOME w przypadku problemów, jednak równie dobrze mogłem zostać przy starszej wersji Ubuntu.

Poza dobrą wydajnością, ważna jest również stabilność Unity, która jeszcze dwa miesiące temu była po prostu nieznośna. "Zamarzanie" pulpitu przy bardziej skomplikowanych czynnościach to nie było to, czego oczekiwałbym od systemu na którym pracuję. Może to było zbyt wiele jak na tamten moment, bo rzeczywiście korzystałem jedynie z wczesnej wersji testowej.

Podczas kilku dni używania Unity, nie zawiesiło się, ani nie "wykrzaczyło" ani razu. Czy wszyscy będą mieli tyle szczęścia? Trudno powiedzieć. Prawdopodobnie jeśli sterowniki się nie podpasują, ze środowiskiem może być sporo kłopotów. Przypomnę jednak, że Canonical pracuje także nad "uboższą" wersją Unity opartą o Qt, która ma znaleźć zastosowanie w takich przypadkach.

Obserwując postęp jaki dokonał się w ciągu ostatnich kilku(nastu) tygodni prac nad Unity muszę przyznać, że deweloperzy odwalili kawał dobrej roboty. Sam pulpit jest dopiero na początku długiej drogi ewolucji, jednak już teraz pozwala na wygodne korzystanie z systemu.

Zmaksymalizowany ekran główny Unity w Ubuntu 11.04.

Obawiałem się nieco, że Canonical wypchnie Unity na siłę, by zyskać masę testerów (podobnie jak kiedyś ze skokiem na głęboką wodę w KDE 4). Można było tak podejrzewać, szczególnie, że dobrotliwy producent dystrybucji zostawił przecież wszystkim marudzącym możliwość skorzystania z dobrze znanych paneli. Na szczęście nic z tego - Unity moim zdaniem już teraz jest pełnowartościowym pulpitem, żadną wersją testową.

Wygoda Unity i konieczność zmiany nawyków

Nie ma się co oszukiwać, że zmiana pulpitu może być dla wielu użytkowników trudnym doświadczeniem. Szczególnie osoby, które nie śledzą na bieżąco wydarzeń związanych z dystrybucją mogą być nieco zaskoczone nowym sposobem sterowania środowiskiem.

Warto zauważyć, że nie chodzi tu wyłącznie o zamianę dolnego panelu na pionową belkę umieszczoną z lewej strony pulpitu. Obserwując wyłącznie zrzuty ekranu można dojść do wniosku, że własnie z czymś takim mamy do czynienia.

Okazuje się jednak, że Canonical postanowiło pójść nieco dalej i z centrum systemu uczyniło wyszukiwarkę. Koncepcja z pewnością spodoba się użytkownikom aplikacji takich jak Do czy Kupfer, które pozwalają na szybkie wywoływanie narzędzi i lokalizacji podając wyłącznie ich pierwsze litery. Taką funkcję przejęło teraz Unity i po kliknięciu na logo systemu w lewym górnym rogu ekranu wyświetla się nic innego, jak właśnie wyszukiwarka.

Dla mnie, użytkownika przyzwyczajonego do takiego rozwiązania chociażby przez wyszukiwarki, gdzie też podajemy obecnie wyłącznie początek adresu, nowości są zdecydowanie bardzo korzystne. Jednocześnie jestem przekonany, że nie wszystkim się spodobają. By szybko uruchomić komunikator wystarczy wpisać tylko pierwsze litery nazwy Pidgin (domyślnie Empathy). Początkujący użytkownik jednak zwykle nie kojarzy nazw programów i woli je wywoływać z czytelnego menu.

Bardzo stylowe menu kontekstowe Unity.
Oczywiście wciąż możemy po prostu przeglądać narzędzia posortowane w kategoriach, ale przynajmniej moim zdaniem, nie jest to już tak czytelne, jak wcześniej. Cóż, coś za coś. Przy wszystkich oskarżeniach o dążeniu do prostoty przez Canonical, myślę, że akurat te nowości bardziej przypadną do gustu bardziej zaawansowanym użytkownikom, którzy lepiej "czują" środowisko w którym pracują.

Unity i integracja z GNOME

Ten śródtytuł może się wydawać nieco dziwny, jednak swego rodzaju podział na dwa pulpity w jednym daje się odczuć. Wystarczy spojrzeć chociażby na menu kontekstowe Unity powyżej, by dostrzec diametralną różnicę w porównaniu do tego co oferuje GNOME - w tym samym systemie, środowisku i niemal jednocześnie.

Pliki przeglądać możemy teraz wykorzystując do tego ekran główny Unity, ale również dobrze znanego Nautilusa. Jestem przekonany, że jest to wyłącznie stan przejściowy, jednak obecnie wielu użytkowników może się przez to czuć nieco zagubionych.

Banshee i Music Aplet w Ubuntu 11.04.
Jeśli chodzi o zmiany poza Unity, trzeba przyznać, że są naprawdę kosmetyczne. Złośliwi mogliby powiedzieć, że właściwie skupiono się wyłącznie na nowym środowisku, a resztę pozostawiono samą sobie - to jednak zdecydowanie nieprawda. Setki poprawionych błędów i lepsze wsparcie dla sprzętu są widoczne gołym okiem.

Naprawdę bałem się, że nie będę mógł napisać wiele dobrego o nowym Ubuntu 11.04. Byłem w stanie uwierzyć, że Canonical zdecyduje się na eksperyment, który będzie polegał na zbiorowym teście nowego środowiska. Z ulgą mogę jednak teraz odetchnąć, bo nowe wydanie to zdecydowanie krok na przód nie tylko dla Ubuntu, ale i dla dziesiątek dystrybucji Linuksa, które na nim bazują.
blog comments powered by Disqus

Prześlij komentarz


Popularne posty

Etykiety