Bądź: Wyszukaj na stronie z użyciem Google
reklama:

niedziela, 19 czerwca 2011

Webian Shell i Chrome OS - najlepsze środowisko graficzne to przeglądarka?

Autor: , 00:18, niedziela, 19 czerwca 2011


Ascetyczny wygląd Webian Shell. Fot: UbuCentrum.net
Mozilla jakiś czas temu zaprezentowała proste środowisko Webian Shell, które automatycznie odebrane zostało jako pierwsza alternatywa dla Chrome OS. Pomysł stojący za projektem jest więc identyczny: uczynić przeglądarkę kompletnym środowiskiem pracy.

W Stanach Zjednoczonych kilka dni temu rozpoczęto sprzedaż Chromebooków, czyli przenośnych komputerów z Chrome OS. Pierwsze recenzje gotowego systemu są bardzo pozytywne, a jak łatwo się domyślić, całość spodoba się szczególnie użytkownikom uzależnionym od usług Google.

Warte ryzyka?

Wygoda synchronizacji w chmurze informacji z telefonu (oczywiście z Androidem), komputera oraz tabletu jest nieoceniona, choć każdy fanatyk ochrony prywatności potrafi jednym tchem wymienić też wady takiego rozwiązania. Pytanie, czy warto podjąć ryzyko udostępniania naszych informacji zewnętrznej firmie? Od kiedy większość użytkowników w ogóle się tym nie przejmuje, problem dla Google praktycznie nie istnieje.

Trudno liczyć na to, by któraś z większych korporacji miała ochotę edukować użytkowników w kwestii bezpieczeństwa danych w chmurze, a wyszukiwarkowy gigant sprowadza sprawę do hasła: "twoje dane są bezpieczne, gdy laptopa rozjedzie ci ciężarówka". Nie wspominając słowem, że wszystkie e-maile, zdjęcia, rozmowy czy wydarzenia w kalendarzu będzie mógł odczytać znajomy, który zainstalował keyloggera przed tym, jak zalogowałeś się na jego komputerze by sprawdzić skrzynkę Gmaila.

Chrome OS i Webian Shell to nic wyrafinowanego

Webian Shell czy Chrome OS to właściwie... zmaksymalizowana przeglądarka. Ukrywamy jeszcze panele GNOME i oto mamy już przed oczami rewolucyjne środowisko. Większe różnice pojawiają się dopiero, gdy chcemy na przykład uruchomić Gimpa, by nieco obrobić zdjęcie. W "przeglądarkowych środowiskach" możemy o tym zapomnieć.

Do dyspozycji użytkowników pozostają jedynie witryny, które pozwalają na dokonywanie tego typu operacji. Chrome OS obsługuje również swoje własne "aplikacje", czyli de facto zwyczajne rozszerzenia. Dzięki nim nie będziemy musieli naszego obrazka, który waży 10 MB wysyłać na zdalny serwer.

Kto zyskuje, a kto traci?

Hmm, przyjrzyjmy się modelowi Chrome OS. Wciąż mamy przeglądarkę i nadal korzystamy z aplikacji. Główną różnicą jest to, że wszystko przechodzi teraz przez ręce Google. Przy okazji też, nie możemy korzystać z narzędzi, które nie podobają się Mountain View (chyba, że trochę się uprzemy). Idealny wręcz krajobraz dla wyszukiwarkowego potentata.

Co zyskuje użytkownik? Proste środowisko, które można bez problemu "skopiować" na kilku maszynach, może też nieco wygodniejszy dostęp do sieci. Prostota zawsze była w cenie, choć trudno by Chrome OS trafił do użytkowników dla których głównym programem nie jest jednak przeglądarka. Jeszcze gorzej sytuacja wygląda w przypadku Webian Shell, wszak nakładka na razie nie obsługuje żadnych rozszerzeń.

Zyskać mogą jednak również inne dystrybucje Linuksa, a już teraz widać to chociażby po niezwykłej miłości Marka Shuttlewortha do przeglądarki Chrome. Więcej aplikacji z których skorzystać będą mogli użytkownicy Ubuntu czy Chakry z pewnością dla wielu będzie miała istotne znaczenie przy wyborze systemu. Już widzę pewien tok rozumowania: - Po co mi Windows... Większość moich narzędzi to rozszerzenia dla przeglądarki, a od czasu do czasu Gimpa uruchomić mogę sobie też w Ubuntu.

Wszystko zależy od gigantów

Jeśli Google stworzy prosty i wygodny system, użytkownicy prawdopodobnie go polubią. Właściwie to już stworzyło, pozostaje więc tylko czekać. Popularyzacja nowych platform to dobra informacja dla świata Linuksa, choć wielu błędnie utożsamia go z otwartym oprogramowaniem (choć Google i tak jest tu bardzo przejrzyste). Android to nie Linux? To czemu, w ustawieniach telefonu mogę sprawdzić na jakiej wersji jądra Linuksa właśnie pracuję? Właściwie to spotkałem się już nawet z komentarzami, że Ubuntu to nie Linux, więc właściwie nie powinno mnie to dziwić.

Podobnie jest z Chrome OS, które oparte zostało o Debiana, choć obecnie trudno dostrzec między obiema dystrybucjami zbyt wiele podobieństw. Linux staje się coraz popularniejszy, choć może nie w takiej formie, jak sobie to wyobrażaliśmy jeszcze jakiś czas temu.

Rozwój najistotniejszych obecnie systemów leży w rękach informatycznych gigantów i choć wciąż społeczność wkłada niezwykle dużo pracy w powstawanie różnego rodzaju elementów, ostateczny wpływ na kształt Chrome OS czy Androida (Linuksów dla mas) ma oczywiście Google.

Canonical to również nie firma, którą mógł założyć każdy. Można się upierać przy panelach w Ubuntu, ale gdy Mark Shuttleworth zadecyduje, że je usunie, a głównym elementem systemu uczyni przeglądarkę zintegrowaną z Unity, własnie z takim rozwiązaniem będą się musieli zmierzyć użytkownicy.
blog comments powered by Disqus

Prześlij komentarz


Popularne posty

Etykiety