Bądź: Wyszukaj na stronie z użyciem Google
reklama:

środa, 11 lipca 2012

Miesiąc z HTC One X. Kocham i nienawidzę

Autor: , 14:09, środa, 11 lipca 2012


HTC One X to bez wątpienia jeden z najlepiej zaprojektowanych smartfonów tajwańskiej firmy.
Polikarbonowa obudowa, 4-rdzeniowy procesor, bla, bla, bla... Specyfikacja techniczna nowych smartfonów jest tak przewidywalna i nudna, jak flaki z olejem. Mnie nie interesowało przed zakupem telefonu, czy jego obudowa waży 2, a może 20 gramów, albo ile wątków jednocześnie potrafi przetworzyć. Ciekawiło mnie za to, jak spodobałby się osobie podobnej do mnie: interesującej się nowymi technologiami i bardzo wymagającej, która smartfona traktuje jak przedłużenie... ręki. Teraz już wiem, a wszystkich, którzy zadają sobie podobne pytania, zapraszam na przegląd HTC One X.

Sense, nosz k****

Naprawdę nie wiem, jak można lubić te wszystkie nakładki graficzne od producentów smartfonów. Ładne nie są, a do tego obciążają procesor, a więc też także skracają czas pracy na baterii. W przypadku HTC One X tajwański producent wymyślił również, że aby przyoszczędzić nieco energii, Sense będzie szybciej niż standardowe wydanie Androida zamykało aplikacje w tle.

To już nie te czasy, gry Android wyglądał domyślnie, jakby projektowały go niezbyt uzdolnione małpy. Wystarczy rzut oka na Galaxy Nexusa i już wiadomo, że nowe wersje "Zielonego Robota" spokojnie instalować można bez nakładek. Tak wyglądałby Android, gdyby producenci skupiali się na dostarczeniu użytkownikowi szybkiego i przejrzystego środowiska, a nie za wszelką cenę chcieli się wyróżnić.

Oficjalny ROM witamy i żegnamy

Skoro już wyszliśmy od oprogramowania, nie po to kupuje się drogiego smartfona, by flaczyć się z oficjalnym oprogramowaniem. Jasne, że są osoby, których nie interesuje zbytnio modyfikowanie smartfonów, a po prostu chcą dzwonić czy wykorzystywać funkcje multimedialne. Tacy użytkownicy mogą już odetchnąć z ulgą: na pewno będziecie zadowoleni z One X, bo nawet nie zagłębicie się do miejsc, gdzie mogłyby się pojawić problemy.

Wszystkich bardziej wymagających czeka szybki root, a następnie instalacja jednego z nieoficjalnych ROM-ów, czyli po prostu zmodyfikowanej przez użytkowników wersji Androida. Ja przez cały miesiąc wykorzystywałem Charmeleona w wersji 4.0, który choć wciąż z Sense, nie miał ŻADNYCH problemów z wydajnością i obsługiwał wszystkie funkcje One X.

Teraz oprogramowanie wyewoluowało do viperX, jednak w ostatnim czasie nie miałem okazji jeszcze testować "najbardziej innowacyjnego ROM-u z Sense". Nie należę do osób, które bez namysłu wgrywają na swoim telefonie wszelkie nowe nieoficjalne wydania Androida, bo niestety większość z nich nie jest tego warta. Chyba mało kto lubi też potencjalne zagrożenie związane z usunięciem wszystkich plików ze smartfona, czy jeśli ktoś jest szczególnie utalentowany, całkowitego "uceglenia" sprzętu.

Sense w HTC One X. Fot. UbuCentrum.net
HTC One X jest obecnie najbardziej zaawansowanym smartfonem od tajwańskiej firmy i cieszy się dużym wsparciem ze strony społeczności przygotowującej nieoficjalne dodatki - warto o tym pamiętać, bo często może być to lekarstwem na wolno działający system czy pojawiające się problemy z urządzeniem.

Domyślne oprogramowanie

O zainstalowanych domyślnie programach nie chcę wiele mówić, bo zwyczajnie szybko się ich pozbyłem. Kilka z nich wciąż pozostało w prawdzie na smartfonie, jednak co tu wiele mówić: są bo są, ale nie wykorzystuję ich często.

HTC, jak zresztą wielu innych producentów, trochę niepotrzebnie namieszało. Po co na przykład robić nakładkę na świetny już kalendarz z Androida 4.0? Żeby jeszcze był wygodniejszy... ale oczywiście nie jest. Kilka chwil i z Google Play ściągam standardową wersję, nie ma więc problemu.

Elementy interfejsu HTC One X.
Zmieniła się również domyślna galeria czy widok ustawień i launcher. Naprawdę nie jest źle, ale też nie widzę tutaj przewagi nad standardowym Androidem. Wszystkie funkcje są tam, gdzie moglibyśmy się ich spodziewać, więc także praca domowa związana z organizacją interfejsu została odrobiona na co najmniej trójeczkę z plusem.

Wydajność lepsza niż na pececie

HTC One X jest wydajniejszy od wielu popularnych tabletów.
Wystarczy powiedzieć, że smartfon ma 4 rdzenie i już można z dużym prawdopodobieństwem założyć, że nie będziemy narzekali na jego wydajność. Każdy, kto bawił się jakimś sprzętem z iOS wie, jak płynnie może działać oprogramowanie na urządzeniach mobilnych. Android do tej pory bardzo w tej kwestii odstawał.

W nowym Androidzie 4.1, którego jednak jeszcze nie testowałem, Google postawiło właśnie na redukcję niezbyt przyjemnych opóźnień, związanych z obsługą interfejsu. Gdy się jednak ma 4 rdzenie pod maską, tego typu problemy i tak nas nie dotyczą. One X nie "przyciął się" ani razu w czasie trwania moich testów, a zapewniam, że wiele razy miał do tego prawo.

Podsumowując więc pokrótce wydajność: na pewno się nie zawiedziesz.

Obudowa i ekran

HTC One X. Fot. materiały producenta
Ładna obudowa i duży ekran to podstawa lansu wśród znajomych. Mało kto jest tak głupi, by kupować drogie urządzenia tylko po to, żeby spodobały się innym, ale zawsze jest to przyjemny dodatek. HTC One X i pod tym względem nie zawiedzie.

Wszyscy, którym pokazywałem smartfona, byli pod jego wrażeniem. Bardziej marudni stwierdzali, że woleliby białą wersję, ale to już kwestia upodobań. Nie będę się wdawał w dyskusje dotyczące wyższości jednego koloru nad drugim.

Bałem się braku przycisku

Na pewno kojarzycie przycisk umożliwiający włączenie ekranu iPhone'a, iPada czy smartfonów z serii Galaxy. W One X znajduje się on na górnej części obudowy, a to nie brzmi to zbyt wygodnie. Okazuje się jednak, że rozwiązanie jest dość wygodne, a podejrzewam, że utrudnia również przypadkowe odblokowanie smartfona np. w kieszeni. Gładka, jednolita powierzchnia pod ekranem to także niewątpliwy plus.

HTC One X jako młotek
Gdy już ekran się włączy... nie można narzekać na jego jakość. 4,7-calowy wyświetlacz super LCD 2 oferuje rozdzielczość 1280x720 pikseli (HD 720p). Nie ma mowy o dostrzeżeniu pojedynczego piksela, ale na tym nie koniec.

Odporny jak młotek

Niektóre smartfony, choć oferują dobre wyświetlacze, mają je zamontowane w ten sposób, że odległość od palca, którym je dotykamy, wydaje się dość duża. Takich niespodzianek nie znajdziemy na szczęście w One X, a generowany przez niego obraz wygląda, jak przyklejony do niezwykle cienkiej powłoki. Swoją drogą, utwardzane chemicznie szkło Gorilla Glass w połączeniu z polikarbonową obudową, czyni urządzenie bardzo odpornym.

Na poprawę wyglądu wpływa też brak zdejmowanej obudowy - sami nie wymienimy nawet akumulatorka. Smartfon jest dzięki temu także bardziej stabilny i odporniejszy na kurz oraz zalanie. Gdy jednak bateria odmówi posłuszeństwa, czeka nas wizyta w serwisie.

Można kupować w ciemno

One X miał pomóc HTC w powrocie do świetności i wygląda na to, że koncern baaardzo przyłożył się do tego urządzenia. Nie można narzekać na aparat robiący zdjęcia bez żadnego opóźnienia, czy długość pracy na baterii. W telefonie za takie pieniądze, wszystko powinno działać bez zarzutu i tak właśnie jest. Fani modyfikacji mogą dodatkowo sami testować nowe oprogramowanie, którego dla tak popularnego urządzenia, szybko nie zabraknie.

Obecnie jedynym realnym konkurentem dla HTC One X jest smartfon Samsung Galaxy S III. Naprawdę trudno porównywać jednak urządzenia tej klasy, bo w założeniu oba były przygotowane, by zaspokoić potrzeby najbardziej wymagających użytkowników. Zarówno Samsungowi jak i HTC to zadanie się udało.
blog comments powered by Disqus

Prześlij komentarz


Popularne posty

Etykiety