Bądź: Wyszukaj na stronie z użyciem Google
reklama:

czwartek, 18 października 2012

Recenzja Ubuntu 12.10. Tak dobrego wydania nie było jeszcze nigdy

Autor: , 16:43, czwartek, 18 października 2012


Gdy w Ubuntu pojawiło się Unity, byłem naprawdę wkurzony. Nie porzuciłem Linuksa, ale przez długi czas kurczowo trzymałem się paneli, znanych ze starszych wydań środowiska GNOME. Również w wielu tekstach na tym blogu krytykowałem Unity, za co nierzadko biczowaliście mnie w komentarzach. Cóż, zawsze pisałem to, co czuję i wreszcie mam do przekazania dobre wieści...

Pulpit Ubuntu 12.10. Fot. UbuCentrum.net

Błyskawiczna instalacja

Pierwszy kontakt z nowym Ubuntu to dla wielu również ostatnie momenty, gdy korzystają z danego systemu. A to coś się wywali, albo po prostu nie przypadnie do gustu.

Instalator Ubuntu 12.10 wygląda bardzo przyjaźnie. Fot. UbuCentrum.net
Szczerze mówiąc po instalatorze nie spodziewałem się niczego wyjątkowego. Planowałem szybkie zwolnienie miejsca na dodatkową partycję i wgranie Ubuntu. Odpaliłem system w trybie Live, wybrałem partycję i już po chwili system niesamowicie mnie zaskoczył: po pięciu minutach był gotowy do użytku.

Wow, naprawdę nie spodziewałem się, że jest możliwa instalacja systemu w tak krótkim czasie. Całość tym bardziej dziwiła, że jeszcze parę miesięcy temu cały proces zajmował co najmniej dwa razy tyle czasu. Cóż, brawo Canonical.

Ulepszone Unity, ale wciąż ciężkie

Unity można było krytykować przez długi czas. Pulpit zdecydowanie zbyt wcześnie zawitał do Ubuntu, a przez to wielu użytkowników zraziło się do produktu, który tak naprawdę znajdował się we wczesnej fazie testowej. Co tu wiele mówić: teraz jest inaczej.

Z Unity aż chce się korzystać. Jeśli twój komputer poradzi sobie z wykryciem karty graficznej, naprawdę trudno będzie zarzucić pulpitowi od Canonical jakieś poważniejsze wady. Bez wątpienia obecnie jest to środowisko porównywalne z tymi, jakie znajdziemy w Windows 7 czy nowym Mac OS X.

Unity w Ubuntu 12.10 prezentuje się świetnie. Fot. UbuCentrum.net
Wśród najważniejszych nowości, w pulpicie znalazła się przede wszystkim lepsza wyszukiwarka obiektów. Dzięki użyciu tak zwanych "soczewek" możemy dokładnie filtrować, jakiego rodzaju dane chcemy wyszukiwać (np. książki, muzykę, zdjęcia czy filmy). Co ważne, całość świetnie łączy informacje, jakie posiadamy na dysku, z tymi dostępnymi w internecie.

Nie sposób nie wspomnieć przy okazji jednak o pewnym wrażeniu ociężałości, które towarzyszy ekranowi głównemu Unity. W związku z tym, że wciąż zyskuje on kolejne zastosowania, a użytkownicy mogą nawet doinstalowywać do niego dodatkowe soczewki, całość może bez większego trudu stać się znacznie bardziej skomplikowana i niewygodna w użyciu.

Górny pasek jeszcze prostszy

Górny pasek Unity został jeszcze bardziej uproszczony.
Wreszcie ktoś pomyślał i usunął z górnego panelu tą beznadziejną kopertkę, która miała informować o nowych wiadomościach. Cóż, jak widać nie tyle nie informowała, co wręcz irytowała. A pozbycie się jej nie było dla użytkowników wcale takie banalne.

Zgodnie z wcześniejszymi obietnicami producenta Ubuntu, w systemie wreszcie zapanował większy spokój. Mamy tylko ikonki, które są niezbędne, a te nieużywane natychmiast znikają, bądź są wygaszane. Wygląda to świetnie i nie rozprasza.

Do górnego paska w Unity wciąż nie dodamy jednak własnych widżetów. Można co najwyżej umieszczać proste informacje tekstowe w obszarze powiadamiania, ale to już nie te czasy, gdy można było napchać tam różnego rodzaju guziczków i wykresików dla nerdów.

Ubuntu zarabia

W nowym Ubuntu nie da się nie zauważyć na przykład ikonki Amazona, która świeci w głównej części paska uruchamiania. Co się dzieje po kliknięciu? Po prostu przerzucani jesteśmy do sklepu największego koncernu e-commerce na świecie. Tylko tyle i aż tyle. Twórcy Ubuntu prawdopodobnie zainkasowali za to dodatkowe środki na rozwój systemu, a my możemy niewygodną ikonkę skasować jednym kliknięciem.

Kolejna nieprzydatna 99,9% użytkownikom ikonka prowadzi wprost do sklepu Ubuntu Music. Po jej kliknięciu jesteśmy właściwie proszeni wyłącznie o zalogowanie się do swojego konta na Ubuntu One, więc Canonical bez wątpienia promuje tutaj swoją własną usługę. Ostatecznie nie mogło zabraknąć także samej ikony Ubuntu One, która wywołuje klienta konkurencyjnego dla Dropboksa, iCloud, Google Drive czy SkyDrive'a od Microsoftu.

Wielcy nieobecni

Na pasku Unity domyślnie wita nas również kilka ikonek odpowiedzialnych za uruchamianie narzędzi z pakietu LibreOffice. To standard, który ma pouczać użytkowników, że już po pierwszym starcie systemu mogą brać się za pracę.

Niestety przy okazji pozbyto się również kilku ważnych aplikacji. Kluczową wielką i nieobecną już od jakiegoś czasu aplikacją jest Gimp, który przecież nie zajmuje wiele. Również Synaptic choć może nie był typowym przykładem narzędzia dla początkujących użytkowników, bez wątpienia ułatwiał zarządzenie pakietami. Miejmy nadzieję, że niektóre z "brakujących" programów powrócą do systemu, skoro on sam i tak nie mieści się już na krążku CD o pojemności 700 mb.

Najlepsze wydanie w historii

O jak my bardzo lubimy mówić, że kiedyś było lepiej. Otóż prawda jest taka, że najnowsze wydanie Ubuntu zdecydowanie bije na głowę wcześniejsze wersje tego systemu, również te dawniejsze, które wyposażone były w panele GNOME.

Może starsze środowiska wykorzystują mniej zasobów i uruchamiają się jeszcze szybciej, ale nie po to się instaluje w komputerach 4-rdzeniowe procesory i gigabajty pamięci RAM, żeby leżały odłogiem. Choć można oskarżać Ubuntu o to, że wygląda "cukierkowo", tak samo jest również w przypadku konkurencyjnych systemów od Apple czy Microsoftu.

O ile zawsze z pewną niechęcią przechodzę do nowych wersji systemu (wszystko trzeba znów konfigurować...), tym razem po godzinie używania zapomniałem wręcz, że dopiero przed chwilą wgrałem nowe Ubuntu. U mnie działa świetnie i mam nadzieję, że podobnie będzie u was :)
blog comments powered by Disqus

Prześlij komentarz


Popularne posty

Etykiety