Bądź: Wyszukaj na stronie z użyciem Google
reklama:

piątek, 1 marca 2013

HTC One X po roku użytkowania. Dopiero teraz wiem, czy było warto kupić

Autor: , 00:50, piątek, 1 marca 2013


HTC One X to niemal jednorodna czarna bryła.
Gdy czytacie w sieci recenzje różnego rodzaju produktów, liczycie na to, że redaktorzy znanych witryn spędzą z nimi wiele czasu, a dopiero później rzetelnie opiszą w swoim tekście, czy sprzęt jest warty kupienia. I rzeczywiście wszyscy, których znam, starają się tak robić. Z tym, że zwykle jest to praktycznie niemożliwe.

No bo jak można polecić sprzęt, który ma się w ręku tydzień czy nawet miesiąc. Pomijam już fakt, że w sieci nie brakuje recenzji, które tworzone są już po kilku minutach używania nowego smartfona czy tabletu. Jeśli ktoś zaznaczy, że to dopiero pierwsze wrażenia, to nie ma problemu, ale równie często ogląda się fanbojów, którzy zachęcają do zakupów już po pierwszym spojrzeniu na lśniącą obudowę.

Co tu wiele mówić: sam często oceniam tak wiele produktów, które chcę kupić, bo właściwie innej sensownej metody nie ma. Nikt nie ma wątpliwości, że nowy iPhone czy Galaxy S IV sprzedadzą się świetnie. Mało kto zagłębia się jednak w budowę nowoczesnych urządzeń na tyle, by móc przewidzieć, co w pierwszej kolejności się popsuje.

Bateria - ostrzegali, nie słuchałem

HTC One X to smartfon, gdzie nie mamy łatwego dostępu do baterii. Niby nic wielkiego, bo iPhone serwuje to swoim użytkownikom nie od dziś. Jeśli jednak kupujecie urządzenie, gdzie nie można prosto wymienić podzespołu, którego parametry NA PEWNO z czasem ulegną pogorszeniu, lepiej żebyście mieli w planach kupno kolejnego flagowca za rok czy nieco dłużej.

Oddawanie telefonu po roku użytkowania do naprawy, nie jest uczuciem przyjemnym. Trzeba oczyścić urządzenie ze wszystkich prywatnych danych, a później na nowo uczyć swojego smartfona wszystkiego od nowa. Nie jest tajemnicą, że twórcy smartfonów faktycznie woleliby, żebyśmy się zbyt długo do jednego urządzenia nie przywiązywali. To nie czasy Nokii 3310 - co roku trzeba przecież zasilać kasę producentów sprzętu.

Na plus trzeba w HTC One X zaliczyć fakt, że jakość baterii wydaje się być całkiem niezła. Przez te wszystkie miesiące udało mi się zaobserwować jedynie nieznaczny spadek jej pojemności. Teraz bez codziennego ładowania po prostu się nie obejdzie, ale konkurenci tak bardzo zaniżyli jakość tego parametru, że obecnie praktycznie nikt nie wymaga od smartfona, by pracował na jednym ładowaniu kilka dni.

Antena - niestety dało się i to przewidzieć

Projektanci HTC One X uważali, że poliwęglanowa obudowa jest sztywna i nie może się wyginać. Niestety się mylili. Styk do anteny Wi-Fi/Bluetooth znajdującej się w obudowie po pewnym czasie nie łączy zbyt dobrze, co oznacza, że zasięg wspomnianych sieci znacznie słabnie. O ile w przypadku Wi-Fi u mnie tragedii nie ma (w mieszkaniu bez trudu łączy się z ruterem nawet przez ścianę), o tyle o podłączeniu słuchawek przez Bluetooth mogę niestety zapomnieć.

Problem teoretycznie dało się przewidzieć przyglądając się dokładnie budowie urządzenia. Ile osób zrobiło to przed zakupem flagowego modelu HTC? Od tak drogich sprzętów oczekuje się najwyższej jakości, czego akurat w tym przypadku zabrakło. Pomaga jednak studiowanie na bieżąco wpisów na forach pokroju XDA Developers.

Ostatnio mówiło się, że także duża część smartfonów Galaxy S III ma problem z pamięcią. Użytkownicy informowali, że po prostu odmawia ona posłuszeństwa po kilkuset dniach działania. Samsung oczywiście nie potwierdził masowych problemów, jednak wad ujawniających się tak późno, nie da się tak łatwo naświetlić. Z drugiej strony, co za czasy, gdy psujący się po roku telefon nikogo szczególnie nie dziwi.

Ekran i obudowa są naprawdę mocne

Jednym z najważniejszych podzespołów smartfona jest ekran, a matryca HD z HTC One X jest naprawdę świetna pod względem odwzorowywania kolorów i dokładności. Zaskakująco mocna jest również powłoka Gorilla Glass, na której po tylu miesiącach "udało mi się" zrobić tylko jedną niewielką rysę.

Brak możliwości wyjęcia baterii czyni HTC One X całkiem dobrze wyprofilowanym i niezwykle sztywnym. Nie ma mowy o trzeszczącym plastiku. Poliwęglan praktycznie wcale się nie porysował, choć pewne ślady użytkowania są widoczne, gdy przyjrzymy się z bardzo niewielkiej odległości. Poza drobnymi zabrudzeniami, smartfon po roku wciąż wygląda jednak jak nowy.

Oprogramowanie i wydajność - nie narzekam

Uwielbiam standardowy wygląd Androida - oczywiście mówię tu o ostatnich wersjach, a nie pierwszych tworach, od których samo Google chciałoby się pewnie odciąć. Z nakładką Sense nigdy nie było mi więc po drodze, jednak co tu dużo mówić: przyzwyczaiłem się. Jest schludnie i choć szczytem jakości designu bym tego nie nazwał, nie razi w oczy.

Wydajność samego smartfona, który pod cienką obudową ma 4-rdzeniowy układ Tegra 3, również nie pozostawia wiele do życzenia. Jasne, że całość bardzo grzeje się, gdy odpalimy Need For Speeda albo nagrywanie filmów przez dłuższy czas, jednak trudno oczekiwać, by było inaczej. Moc obliczeniowa tego telefonu jest naprawdę gigantyczna, choć obecnie jest to praktycznie standard w tej klasie urządzeń, a będzie bez wątpienia jeszcze lepiej.

Czy warto kupić HTC One X?

Gdy mamy możliwość podjęcia jeszcze raz decyzji o zakupie, znając wszystkie jej następstwa, sytuacja jest oczywista. Zakupu HTC One X nie żałuje, bo telefon generalnie jak na razie mnie nie zawiódł. Nie obeszło się bez drobnych problemów, o których wspomniałem wcześniej, jednak nie ma urządzeń idealnych.

Ciesze się, że One X nie zawiódł mnie, gdy nie raz potrzebowałem błyskawicznie uruchomić mapy, napisać SMS czy zadzwonić, albo gdy ostatnio spadł mi ekranem na kafelki - o dziwo nic mu się nie stało. Obecnie żałuję tylko, że wymiana baterii nie będzie bezbolesnym procesem, przez co bez wątpienia dwa razy zastanowię się, gdy po raz kolejny kupię smartfona o podobnej konstrukcji.
blog comments powered by Disqus

Prześlij komentarz


Popularne posty

Etykiety